Słoń nie dopuszczał teraz myśli o rozłące.

Powrócili więc razem przed pałac.

Chłopcy weszli do wnętrza, słoń, chrząkając niespokojnie, został przed gmachem i czekał.

Gdy mali przyjaciele wyszli do niego po obiedzie, ruszyli znowu do wąwozu.

Wkrótce jak dawniej płonęło tam ognisko, rozlegały się wesołe głosy chłopaków i radosne pomruki słonia.

Amra i Nassur słyszeli już od maharadży o niektórych przygodach Birary.

Oglądali więc głębokie blizny, które niby bransolety widniały na pęcinach słonia.

Mały kornak kiwał głową i mówił:

— Myślę, że są to ślady pętli. Może panikisi chcieli schwytać Birarę?

Mała, biała plamka, taka drobna i niewinna na pozór, nie pozostawiała wątpliwości.