Był to ślad kuli.

— Któż to ośmielił się strzelać do mego słonia? — pytał, groźnie marszcząc brwi, królewicz.

Nikt w Satpurze nie przyznałby się do tego strzału, więc pozostał na zawsze tajemnicą.

O sprawcy postrzału nie wiedział nawet sam Birara. Pamiętał tylko, że umierał od tej kuli, lecz nie widział człowieka, który wypuścił ją z lufy karabinu.

Chłopaki całowały40 Birarę w szeroki łeb, gdzie widniał ślad głębokiej rany zadanej spadającym drzewem, i oglądały złamany kieł.

Amra mówił smutnym głosem do Nassura:

— Patrz, królewiczu! Poczciwy Birara żyje bardzo długo, bo dziadek Bauli był jeszcze małym chłopakiem, gdy słoń przeszedł do naszej rodziny... Birara pracował ciężko, a wszakże zachował swoje kły. Dopiero teraz stracił jeden z nich... Jak się to stać mogło?

Pytanie to skierował do słonia, kładąc rękę na pozostałym odłamku kła.

— Opowiedz nam, dobry staruszku, opowiedz, co ci się przydarzyło?

Słoń zrozumiał, czego żądają od niego mali przyjaciele.