Nieodstępny towarzysz królewicza — Amra wraz z nim pociągnął na łowy.

Jechał na Birarze, siedząc, jak zwykle, na karku słonia.

Płonął cały, z niecierpliwością oczekując rozpoczęcia łowów.

Obaj chłopcy słyszeli tyle niezwykłych opowieści o polowaniu w dżungli, że uprosili maharadżę, aby ich wziął ze sobą.

Słonie z jeźdźcami stały w ukryciu poza linią myśliwych.

Miały wystąpić później, gdy rozpocznie się ostateczna rozgrywka.

Wielki łowczy podszedł do władcy.

— Wszyscy myśliwi i naganiacze są na swoich miejscach, najjaśniejszy panie! — rzekł z ukłonem.

Tasfin skinął głową i z lubością słuchał czystych, potężnych dźwięków srebrnego rogu, którym z taką umiejętnością posługiwał się wielki łowczy.

Dżungla odpowiedziała tysiącznym echem, niosąc sygnał od drzewa do drzewa, od uroczyszcza do ostępu, od skał do bagien, ukrytych za ścianą bambusowych zarośli.