Jedna tylko dżungla znała prawdę, lecz i dżungla znikła prawie bez śladu...

Biały człowiek kazał brązowym ludziom ująć w dłonie ostre siekiery i rąbać wiekowe, rozłożyste drzewa...

Legła pokotem dżungla pełna uroku, błąkających się mgieł, jadowitych oparów i tajemnicy niezgłębionej...

Porzuciły ją zwierzęta, płazy i ptaki...

Tylko pająki, małe jaszczurki i nietoperze dochowały wierności rodzimej kniei i gnieździły się w szczelinach zmurszałych pni, stosach porąbanych gałęzi i w zwaliskach wyrwanych korzeni.

Tam i sam podnosiły swe korony samotne, rozczochrane palmy, niby płaczki nad grobami.

W bladej poświacie księżyca smutny i ponury widok roztaczał się na tym cmentarzysku...

Cisza zalegała porzuconą porębę, lecz cisza ta taiła w sobie bezdźwięczny szloch i westchnienia tęsknoty...

Wchodząc na spadzisty pagórek, Birara począł często przystawać.

Boki jego podnosiły się gwałtownie i opadały, więc Amra uczuł dziwny niepokój, nie mogąc pochwycić słuchem oddechu słonia.