Ledwie zaczął się sączyć brzask, chłopak zerwał się z bambusowej maty, zajrzał do słonia i, obudziwszy Barasza, pobiegł brzegiem rzeki.
Miał przed sobą kawał drogi, więc spieszył, nie zwracając uwagi na upał.
W tym samym czasie, Barusz prowadził słonia do kąpieli.
Siedząc na szerokim karku Birary, gapił się na wszystkie strony.
Zwierzę, wszedłszy w głębinę, pływało z głośnym parskaniem.
Stanąwszy na mieliźnie, Birara ze zdumieniem podniósł uszy i zamruczał.
Siedzący na nim kornak nie zeskoczył do wody, jak czynił to Amra, i nie pomagał mu w kąpieli.
Nie doczekawszy się pomocy, słoń jął17 polewać sobie grzbiet. Wciągał wodę i wyrzucał ją silną strugą. Czynił to jednak z wielką ostrożnością, aby nie uczynić krzywdy Baruszowi.
Chłopakowi znudziło się wkrótce, więc krzyknął:
— Ho-ho! Birara!