Birara mruknął i podreptał truchtem przez łąkę przy wesołych okrzykach małego jeźdźca.

Amra tymczasem, spożywszy miskę bobu, obficie polanego żółtym, piekącym sosem imbirowym, zamierzał trochę się przespać.

Podszedł już był do pryczy, okrytej grubymi, miękkimi matami, gdy posłyszał trwożne krzyki i tupot biegnących ludzi.

Wyjrzał przez okno.

Wojownicy i słudzy biegli, wymachując rękami i krzycząc przeraźliwie:

— Nassur!... Królewicz Nassur!... Na ratunek!

Amra, nie rozumiejąc jeszcze, co się stało, wybiegł z domu i podążył za tłumem.

Razem ze wszystkimi dobiegł do łąki i stanął zdumiony.

Gromada żołnierzy, urzędników i lokajów pałacowych otaczała Birarę.

Amra spostrzegł od razu, że słoń się gniewa.