Birara podniósł głowę i obejrzał się. Przez łąkę biegł mały chłopak w białym ubraniu, przepasanym szeroką szkarłatną wstęgą.
Zaciekawiony Birara poszedł mu na spotkanie, wyciągając trąbę.
Stanęli naprzeciwko siebie. Słoń obwąchał chłopca i dotknął jego ramienia.
Jak każde zwierzę, od razu zrozumiał, że mały, nieznajomy chłopak miał dobre, szlachetne serce.
Łypnął więc oczkami i trąbą objął go za ramiona. Chuchnąwszy mu w twarz, zamruczał łagodnie.
Chłopak poszperał w kieszeni białej kurteczki i znalazłszy karmelek, poczęstował nim Birarę. Słoń wziął przysmak ostrożnie, obwąchał i z cichym chrząkaniem włożył do paszczy.
Chłopak zaśmiał się wesoło.
Dźwięk jego głosu podobał się Birarze, gdyż brzmiał tak, jak mowa Amry.
Wyciągnął znów trąbę, pochwycił chłopca pod pachy i wsadził sobie na grzbiet.
Nowy przyjaciel klasnął w dłonie z uciechy.