— Ach, co za wesoła zabawa! Ujrzałem tego pięknego słonia...

— O, tak! — odparł z dumą kornak. — Birara jest pięknym słoniem, prawdziwym „kumiria”!

— ...podszedłem do niego i dałem mu cukierek — ciągnął biało ubrany chłopczyk. — Birara zaczął się bawić ze mną... Wsadził mnie sobie na grzbiet i zaczął nosić po łące...

— Czy umiesz mówić do słonia? — zapytał Amra.

W tej chwili jakiś poważny, opasły dostojnik w czerwonym zawoju ścisnął go za ramię.

— Jak śmiesz, prostaku, tak po grubiańsku zwracać się do królewicza Nassura?! — syknął gniewnie.

— Zostaw go w spokoju, Bali! — zawołał królewicz. — Chcę się zabawić... Zbrzydł mi pałac i wasze towarzystwo! Rozkazuję wam odejść i pozostawić nas samych...

Z niskimi pokłonami, co chwila przykładając dłonie do ust i piersi, cofnęli się dostojnicy, świta, żołnierze i sługi.

— Jak się nazywasz? — spytał królewicz, uśmiechając się do zmieszanego chłopca.

— Jestem Amra, syn Warory z Suratu, kornak Birary! — odparł z ukłonem.