Po chwili skłonił się jeszcze niżej i rzekł:
— Wybacz mi, królewiczu, moją mowę prostaczą, lecz wieśniakiem jestem i nikt mnie nie uczył... Pracujemy ciężko obaj: Birara i ja...
Nassur uśmiechnął się znowu i zawołał:
— Siadaj obok, przyjacielu, i opowiedz mi o sobie...
Amra skinął na słonia, a ten z cichym mruczeniem wsadził go sobie na grzbiet.
Nassur z zaciekawieniem słuchał opowiadania nowego znajomego, chwilami wykrzykiwał zdumionym głosem lub wybuchał beztroskim, wesołym śmiechem.
Amra kazał Birarze iść na miasto.
Jechali więc ulicami Użżainu, a Hindusi na widok królewicza kłaniali się do ziemi lub nawet klękali przed nim. Zatrzymali się nad rzeką, gdzie mały kornak pomógł Nassurowi zejść ze słonia i pokazał mu, jak Birara się kąpie, co w zachwyt wprawiło syna maharadży.
Powróciwszy do pałacu i pożegnawszy królewicza, Amra puścił swego słonia na łąkę, a sam pobiegł do domu, bo spać mu się chciało straszliwie.
Tego dnia jednak nie sądzone mu widać było zażyć spokoju i wypoczynku.