— Zmusić kogoś do sprzedania majętności byłoby bezprawiem. Królewicz natomiast może wynająć słonia wraz z jego poganiaczem. Czybyś się zgodził na to, Amra?

Chłopak skinął głową i odparł:

— Praca jak każda inna! Zgadzam się, o ile mi zapłacą. Sahib już wie, że muszę pomagać rodzinie...

Anglik oznajmił urzędnikowi, że sam pomówi z maharadżą i wyszedł razem z chłopcem.

— Bądź spokojny, mały! — szepnął do niego. — Nie pozwolę cię skrzywdzić. Zresztą znam królewicza... jest to dobre, poczciwe dziecko... Wszystko się ułoży pomyślnie, Amra...

Chłopak podziękował sahibowi i powrócił do izby gościnnej.

Jeszcze raz nie udało mu się położyć, gdyż podano wieczerzę — smaczną i sutą.

Dopiero uporawszy się ze wszystkim, najedzony i senny, upadł na posłanie i usnął wreszcie jak kamień.

Rozdział VII. „Wąwóz królewicza”

Zaczęło się zupełnie nowe, całkiem niezwykłe życie.