Birara zaglądał co chwila w oczy przyjaciół i chodził za nimi jak cień, wzdychając ciężko i pomrukując trwożnie i chrapliwie.

Tego dnia porzucił nawet zwykłe łakomstwo i łykał przysmaki, jak gdyby tylko przez grzeczność.

Gdy chłopaki zaczęły go żegnać na dobre, klepiąc go po bokach i nogach, a potem całując wyciągniętą do nich trąbę, Birara nie chciał ich puścić od siebie, obejmował, tulił do piersi, podnosił i chuchał gorącym oddechem.

Amra spostrzegł nawet łzy w małych, smutnych oczach słonia.

Birara odprowadził ich aż do bramy pałacu, a gdy się zamknęła za chłopakami, podniósł trąbę nad głową, wyciągnął szyję i długo ryczał żałośnie, cienko i jękliwie.

Płakał widocznie i rozpaczał...

Rozdział X. Osierocony

Po odjeździe Amry i królewicza dziwne rzeczy zaczęły się dziać z Birarą.

Przestał jeść i nie zapuszczał się już do zarośli bambusów po ich świeże pędy.

Zapominał nawet o kąpieli.