— Zaraz mi opowiesz więcej o radżach — rzekł Colin. — Ale najpierw powiedz mi tę drugą rzecz, o której myślałaś.
— Myślałam sobie o tym, jak odmienny jesteś od Dicka.
— Kto to jest Dick? — spytał. — Co za dziwaczne imię!
Przecież może mu chyba powiedzieć. Będzie mogła opowiedzieć o Dicku, nie wymieniając ogrodu. Ona też lubiła, gdy jej Marta o nim opowiadała. Poza tym tęskniła za nim. Jak będzie opowiadała, zdawać jej się będzie, że jest bliżej niej.
— To brat Marty. Ma lat dwanaście — objaśniała Mary. — Nie ma drugiego chłopca jemu podobnego na świecie. Umie czarować lisy i wiewiórki, i ptaki zupełnie tak samo jak Hindusi czarują żółwie. Gra im cicho na fujarce, a one przychodzą do niego słuchać.
Na stole leżało kilka dużych książek. Colin przyciągnął nagle jedną z nich.
— Tu na obrazku jest Hindus, co czaruje żółwia — zawołał. — Chodź i zobacz.
Była to piękna książka z wspaniałymi, kolorowanymi obrazkami. Wskazał na jeden z nich.
— Czy on to potrafi? — spytał z ożywieniem.
— Dick grał na fujarce, a one słuchały — objaśniała Mary. — Ale on nie nazywa tego czarami. On mówi, że to dlatego, że on bywa dużo na stepie i zna zwyczaje zwierzątek. A tak je lubi, że mówi, że mu się czasami zdaje, że on sam jest królik albo ptaszek jaki. Zdaje mi się, że gila pytał się o różne rzeczy. Tak było zupełnie, jakby z sobą rozmawiali ćwierkaniem.