— Ja wiem, że panienka myśli, żem dziwny chłopak — rzekł — ale ja znów myślę, że panienka jest najdziwniejszą dziewczynką pod słońcem.

Wtedy Mary zrobiła coś dziwnego. Pochyliła się ku niemu i zadała pytanie, jakie jej nigdy przedtem nie byłoby do głowy przyszło.

— A ty, czy mnie lubisz? — spytała.

— Ojoj! — odpowiedział serdecznie. — Jeszcze jak! Strasznie panienkę lubię i jestem pewny, że gil tak samo lubi panienkę.

— To byłoby dwóch już przyjaciół — rzekła Mary. — Dwóch przyjaciół własnych!

Po czym oboje zaczęli pracować jeszcze pilniej i radośniej niż przedtem. Mary przelękła się i zmartwiła, gdy posłyszała dzwon podwórzowy wzywający na obiad.

— Będę musiała iść już — rzekła smutno. — A i ty pewnie musisz wracać, prawda?

Dick uśmiechnął się.

— Mój obiad nietrudno zabrać z sobą — wyrzekł. — Matka mi zawsze do kieszeni cośkolwiek włoży.

Podniósł kurtkę z trawy i wyjął z kieszeni niezdarne zawiniątko z grubej, czystej chustki niebieskiej w białe cętki. Były w niej dwa grube kawałki chleba z kawałkiem czegoś jeszcze pośrodku.