— Lubię oczy okrągłe, a kolor mają zupełnie taki, jak niebo nad stepem — odparła jej Mary.
Marta promieniała.
— Matka mówi, że on ma taki kolor oczu od ciągłego wypatrywania ptaszków w obłokach. Ale gębę to ma szeroką, prawda?
— Lubię jego szerokie usta — rzekła Mary z uporem — i chciałabym mieć takie same.
Marta roześmiała się rozkosznie.
— Wyglądałyby one dopiero zabawnie w takiej malutkiej twarzyczce — rzekła. — Ale wiedziałam, że tak będzie, jak go panienka zobaczy. A jak się tam panience podobały nasionka i narzędzia?
— Skąd wiesz, że mi je przyniósł? — zapytała Mary.
— Przecież wiedziałam, że przynieść musi. Musiał przynieść, skoro był w Yorkshire. To taki rzetelny42 chłopak.
Mary lękała się, że Marta zacznie stawiać jej pytania, na które trudno dać będzie odpowiedź, ale obawy jej były zbyteczne. Zajęła się nasionkami i narzędziami i tylko przez chwilkę Mary była w obawie. A było to wtedy, gdy Marta spytała, gdzie te nasionka wysieje.
— Kogo panienka prosiła? — pytała.