— Sobie tylko jedno zostawiła! A widziałam z jej oczu, że mogła zjeść wszystkie sześć... i więcej!

Powiodła wzrokiem za małą, niknącą już w dali figurką Sary i poczuła wyrzuty, jakich nie doświadczała dotąd nigdy w życiu.

— Szkoda, że odeszła tak prędko — pomyślała sobie. — Powinnam była dać ich co najmniej dwanaście.

Po czym zwróciła się do małej żebraczki:

— I cóż? Jesteś jeszcze głodna?

— Juści — odpowiedziała dziewczynka — jezdem jesce cięgiem głodna, ale nie tak straśnie, jak przódziej.

— Chodź za mną — rzekła sklepikarka, trzymając drzwi uchylone.

Dziecko wstało i wtoczyło się do wnętrza sklepu, ledwie wierząc, iż zapraszają je do tak ciepłej izby, pełnej chleba. Nie wiedziało — ale i nie troszczyło się o to — jaki je odtąd los spotka.

— Ogrzej się — odezwała się sklepikarka, wskazując piec w przyległym pokoiku. — A gdyby ci kiedy było trudno dostać kawałek chleba, możesz tu zajść i poprosić, to ci go dam, mając w pamięci tamtą dziewczynkę.

*