Ciastko — jedyne, jakie pozostało — nie zaspokoiło wprawdzie głodu Sary, jednakże przyniosło jej pewne pocieszenie. Bądź co bądź, było ciepłe i smaczne... i zawsze było lepsze niż nic. Idąc ulicą, odłamywała z niego po kawalątku i zjadała je powoli, ażeby smak trwał w ustach dłużej.
— Przypuśćmy, że jest to ciastko czarodziejskie, którego każdy kąsek starczy za cały obiad. Gdybym je zjadła całe od razu, mogłabym się przejeść.
Ciemno już było, gdy doszła do placu, przy którym znajdował się pensjonat miss Minchin. We wszystkich domach pozapalano już światła, ale w oknach, gdzie Sara widywała Dużą Rodzinę, jeszcze nie pozamykano okiennic. O tej porze zazwyczaj widać było pana Montmorency siedzącego w dużym fotelu i otoczonego gwarną i roześmianą gromadką swych dzieci, to siadających na jego kolanach lub na poręczy fotela, to przytulających się do niego. Również i tego wieczora zebrała się przy nim ta gromadka, on jednak nie siedział w fotelu. Widać było, że czyniono gorączkowe przygotowania do podróży; miał pan Montmorency odjechać. Przed bramą stał powóz, do którego przytroczono olbrzymią walizę. Dzieci tańczyły wokoło, gwarząc z ojcem i wieszając mu się u ramion. Tuż obok niego stała miła, rumiana mamusia, dopytując się jakby o ostatnie rozporządzenia. Sara zatrzymała się na chwilkę, chcąc przyjrzeć się, jak mniejsze dzieci wspinały się na paluszki, a starsze schylały się, by pocałować ojca w rękę.
— Ciekawe, czy on na długo wyjeżdża — pomyślała Sara. — Waliza jest wcale102 potężna! Jakże te dzieci będą za nim tęskniły! Ja sama będę za nim tęskniła... choć on nawet może nie wie o moim istnieniu!
Gdy brama się otworzyła, Sara usunęła się na bok — pamiętając o sześciu pensach, które tu kiedyś otrzymała — ale i tak widziała, jak podróżny stanął na tle rzęsiście oświetlonego hallu, mając jeszcze przy sobie starsze z dzieci.
— Czy Moskwa jest teraz zasypana śniegiem? — zapytała mała Janet. — Czy tam ładna ślizgawka?
— Czy będziesz, tatusiu, jeździł trojką103? — zawołało drugie z dzieci. — A czy zobaczysz cara?
— Będę do was pisał i o wszystkim wam doniosę — odpowiedział ojciec, śmiejąc się. — Przyślę wam mnóstwo pocztówek z mużykami104 i różnymi widokami. A teraz wracajcie do domu, bo zimno na dworze. Obrzydliwa noc! Wolałbym zostać z wami, niż jechać do Moskwy. Dobranoc, dobranoc, dzieciaki! Zostańcie z Bogiem!
Zbiegł ze schodów i wskoczył do powozu.
— A jak odnajdziesz małą dziewczynkę, powiedz jej, że ją bardzo kochamy — zawołał Guy Clarence, skacząc po wycieraczce, po czym dzieci weszły z powrotem do domu, zamykając drzwi za sobą.