— To oznacza: „Przyjdź do mnie przez tajemny loch pod ścianą. Chcę ci coś oznajmić” — wyjaśniła.
Spoza ściany rozległo się pięć uderzeń.
— Zaraz przyjdzie — rzekła Sara.
Istotnie w chwilę potem otwarły się drzwi pokoiku i stanęła w nich Becky. Oczy miała czerwone, czepek spadał jej z głowy, a gdy spostrzegła Ermengardę, zaczęła pośpiesznie wycierać twarz fartuchem.
— Nie krępuj się mną, Becky! — zawołała Ermengarda.
— Panna Ermengarda zaprosiła cię tutaj, bo za chwilę przyniesie nam paczkę pełną dobrych rzeczy — oznajmiła Sara.
Becky wpadła w takie zdumienie, iż czepek omal zupełnie nie zleciał jej z głowy.
— Do jedzenia, panienko? — szepnęła. — Dobre rzeczy do jedzenia?
— Tak jest — odpowiedziała Sara. — A my zabawimy się w przyjęcie.
— A ja wam przyniosę tyle jedzenia, ile tylko zechcecie — rzekła Ermengarda. — Już idę!