Choć jej wzgardy znoszę skromnie

Trzyma mnie, że jest nie płocha,

Martwi, że nie dba i o mnie.

Justyno, moja Justyno!

Patrz jak mam usta spieczone!

Jak z oczu moich łzy płyną!

Ach!... ty nie patrzysz w tę stronę!

Przystąp jeno ku mnie bliżej,

Bo wy czasem i leczycie:

Ta się choroba choć szerzy,