Żył cały komuś, a sam zapomniał, że żyję;

A wreszcie mi nadzieją szafowano szczodrze.

Nikomum źle nie robił, ani mnie nikt dobrze.

Nadziejo! czyż ja ciebie w złotej chciał mieć szacie,

Żeby oczy pospólstwo obracało na cię?

Żebym słynął majątkiem? drugiemi pomiatał?

Nie o tom ja pod drzwiami Fortuny kołatał.

Jedna wioska do śmierci, jeden dom wygodny,

Gdzie bym jadł nie z wymysłem6, ale wstał niegłodny;

Gdzie bym się nie usuwał nikomu do zgonu,