Swym pługiem zoranego pilnował zagonu;

Spokojnym będąc na tem, co stan mierny niesie,

Stałbym sobie na dole, niech kto inny pnie się.

W tym zamiarze praca mię całe życie tłoczy;

Nad książkami straciłem i zdrowie, i oczy:

Nad książkami, które ja, co gębie odjąłem,

Może zbytecznym na mnie nakładem ściągnąłem.

Cóż mi książki oddały? Jak niewierna niwa,

Co zgubiła nadzieję rolnikowi żniwa;

Po wieku mego wiosny niewróconej szkodzie,