Nachylony ku zimie, zostałem o głodzie.

Za lat Symonidesów albo Kochanowskich,

Może znalazłbym sobie Zamoyskich, Myszkowskich,

Przy których bym wygodnie wieku mego użył,

I pismem pożytecznem narodowi służył.

Dziś zabierz mi kto księgi, ten sprzęt nieszczęśliwy,

Do których mię przywiązał nałóg uporczywy;

I co mi będzie lepiej w ubóstwie usłużne,

Zamieniaj na motyki i żelaza płużne.

Porzucę nad pismami myśli kłopotliwe;