Myśl jego szeptała bezgłośnie, błagalnie:
— Zjaw się! Zjaw się!
Ale cisza znów zaległa głęboka, więc oprzytomniawszy nieco, począł szukać wokoło siebie, a jednocześnie, z wolna zaczęło wracać wspomnienie dnia ubiegłego... z cieniów świadomości, niby konary z mgieł pod wiatru wiewem, mgliste zrazu, potem coraz to jaskrawsze, wyłaniały się kształty.
Za każdym takim uświadomieniem, jęcząc boleśnie, jakby go biczowano u słupa, szeptał:
— Ona... tak... ona... ona... włosy jej, ramiona... tak... oczy... to... ona... tylko... ona...
Kilka łez gorących spadło z wysoka na twarz zaśnionej, więc ocknęła się i wyciągając w ciemną dal ręce, spytała pośpiesznym, cichym szeptem:
— Co ci to ukochany? Co ci to?...
Dzwon! Dzwon! Dzwon! Bije dzwon!
Strzał armatni wstrząsnął szarą, ciężką oponą co niebo słoniła13.