— Nasz król jest niedaleko stąd, powstańmyż wszyscy.
Ledwie wymówił te słowa, a już Gargantua wszedł do sali biesiadnej. Każdy podniósł się z miejsca, aby mu złożyć pokłon. Gargantua, uprzejmie przywitawszy zebranie, rzekł:
— Moi dobrzy przyjaciele, zróbcie mi tę przyjemność, proszę was o to, nie ruszajcie się z miejsc, ani nie przerywajcie rozmowy. Podajcie mi na ten tu koniec stołu krzesło. Dajcie mi szklankę, iżbym wypił za zdrowie całej kompanii. Bądźcie wszyscy pięknie pozdrowieni. Zatem powiedzcie mi: o czym była rozmowa?
Pantagruel odpowiedział, że gdy wniesiono wety, Panurg przedłożył zagadnienie problematyczne, a mianowicie czy ma się żenić czy nie, i że ojciec Hipotades i mistrz Gałeczka wywiązali się już ze swych odpowiedzi; zaś kiedy Gargantua wszedł, odpowiadał właśnie godny filozof Wiatraczek. Owóż zrazu, kiedy Panurg go zapytał: „Mamli się żenić czy nie?”, odpowiedział: „Obydwa”; zaś za drugim razem wyrzekł: „Ani jedno, ani drugie”. Panurg użala się na takie niezgodne i sprzeczne odpowiedzi i klnie się, że nic nie rozumie.
— Ja zaś rozumiem — rzekł Gargantua — tak mi się przynajmniej zdaje. Odpowiedź jest podobna tej, jaką dał starożytny filozof zapytany, czy miał pewną niewiastę644. „Miałem ją — odparł — ale ona mnie nie miała. Ja ją posiadam, ale nie jestem przez nią posiadany”.
— Podobną odpowiedź — rzekł Pantagruel — dała jedna dziewczyna spartańska. Zapytano jej, czy kiedy miała sprawę z mężczyzną. Odpowiedziała, że nigdy, jeno czasami mężczyźni mieli z nią sprawę.
— W ten sposób — rzekł mistrz Gałeczka — zachowujemy zawżdy stanowisko neutralne w medycynie, a złoty środek w filozofii; a mianowicie przez uwzględnienie jednej i drugiej ostateczności, przez zaprzeczenie jednej i drugiej ostateczności i przez rozdzielenie czasu, to na jedną, to znów na drugą ostateczność.
— Święty Apostoł645 — powiedział Hipotades — jeszcze jaśniej ponoś646 to przedstawił, kiedy powiedział: ci którzy są zaślubieni, niechaj będą jakby nie byli zaślubieni; ci którzy mają żonę, niechaj będą, jak gdyby nie mieli żony.
— Ja wykładam — rzekł Pantagruel — owo mieć i nie mieć żony na ten sposób: aby żonę mieć i mieć ją na taki użytek, na jaki natura ją stworzyła, to znaczy do pomocy, rozkoszy i towarzystwa mężczyzny; nie mieć żony, znaczy żeby nie wisieć wciąż przy jej spódnicy; nie kazić dla niej tej jedynej i najwyższej miłości, jaką człowiek winien jest Bogu; nie zaniedbywać naturalnych obowiązków należnych od niego ojczyźnie, rzeczypospolitej, przyjaciołom; nie zaniechać nauk i spraw swoich, aby nieustannie przylepiać się do kiecek babskich. Skoro w ten sposób się weźmie mieć i nie mieć żony, nie widzę dwuwykładności ani sprzeczności tego wyrażenia.