Ślub, ważny jak czyste złoto.
Iż drogę moją wytyczną
Ta wyrocznia wskazała, mocą fatydyczną.
Rozdział czterdziesty siódmy. Jako Panurg i inni, uniesieni furią poetycką, zaczynają składać rytmy
— Czyś ty — rzekł brat Jan — oszalał, czy cię urzeczono? Patrzcie go, jak się pieni; słuchajcie, jak on tu rymami bredzi. Cóżeś ty zjadł za diabła? Zawraca oczy we łbie jak zdechła koza: a pójdziesz ty na stronę?! A będzieszże ty bejał dalej od towarzystwa? Patrzcie świntucha! Nażrej się psiej trawki, to ci ulży na twój tobołek. A może byś, klasztornym obyczajem, wpakował sobie pięść do gardła po łokieć, aby odciągnąć flegmę z cynadrów?
Ale Pantagruel przyganił bratu Janowi i rzekł:
„Wierzcie, iż to jest furia poetycka
Dobrego Bakcha: i to wino zacne
Z ust jego rymy wywabia tak łacne.
Myśl jego szparka,