Stroje kobiet i mężczyzn są tak olśniewające, pokryte niepotrzebnymi ozdobami, jedni i drudzy tak szybko wymawiają słowa, że gdy słucham, to ich nie widzę, a gdy ich oglądam, nie słyszę. Pozostaję w stanie jakiegoś otępienia, które zapewne dostarczyłoby im powodu do śmiechu, gdyby mieli czas to zauważyć, ale są tak zajęci sobą, że moje zdziwienie im umyka. To zdumienie jest aż nadto uzasadnione, mój kochany Azo, widzę tutaj cuda, których mechanizmów moja wyobraźnia nie zdoła zrozumieć.
Nie będę Ci mówić o pięknie tego domostwa rozmiarem podobnego miastu, ozdobionego jak świątynia i wypełnionego tyloma uroczymi drobiazgami, którymi tak mało się tu posługują, że nie mogę oprzeć się myśli, iż to zbytki Francuzi wybrali na obiekt swego kultu. Poświęca się im sztuki, które tutaj górują nad naturą — wydaje się, że chcą tylko ją naśladować, a ją prześcigają. Sposób, w jaki użytkują twory natury, często zdaje się przewyższać te ostatnie. Gromadzą w ogrodach, niemal w tej samej perspektywie, powaby, które przyroda oszczędnie roztacza na ziemi, a podległe żywioły zdają się stawiać przeszkody ich dziełom jedynie po to, by dodać blasku ich tryumfowi.
Widać, jak zdumiona ziemia żywi i hoduje w swym łonie rośliny z najdalszych stron, bez potrzeby, bez konieczności żadnej innej, jak tylko aby być posłuszną sztuce i ozdobić bożka zbytku. Woda, tak łatwa do rozdzielenia, wydająca się mieć konsystencję jedynie dzięki naczyniom, które ją zawierają i której naturalny bieg regulowany jest pochyłością zbocza, tutaj została zmuszona do wytryśnięcia szybko w powietrze, bez prowadnika, bez podpory, i bez żadnego innego pożytku, jak przyjemność dla oczu patrzących.
Ogień, kochany Azo, ogień, ten straszny żywioł, widziałam tu bez jego destrukcyjnej mocy, jak kierowany wyższą siłą, posłusznie przybiera nadane mu rozmaite kształty. To rysował na ciemnym, pochmurnym niebie szeroki świetlny obraz, to pokazywał owo boskie ciało niebieskie schodzące na ziemię ze swymi ogniami, swą aktywnością, swym oślepiającym światłem, które zwodzi oczy i umysł. Co to za sztuka, kochany Azo? Co to za ludzie? Jaki geniusz? Zapominam wszystko, co usłyszałam, wszystko, co wiem o ich małości; mimo woli znowu wpadłam w dawny zachwyt.
List XXIX
Nie bez szczerego żalu, mój kochany Azo, przechodzę od podziwu dla geniuszu Francuzów do pogardy wobec użytku, jaki zeń czynią. W dobrej wierze darzyłam szacunkiem ten uroczy naród, ale nie mogę zataić jego widocznych wad. Zamieszanie wreszcie się uspokoiło, mogłam stawiać pytania, odpowiadano mi; nie trzeba tu nic więcej robić, by dowiedzieć się wszystkiego, co chce się poznać. Francuzi lekkomyślnie i w dobrej wierze odsłaniają sekrety zepsucia ich obyczajów. Wystarczy ich zapytać, niepotrzebna bystrość ani przenikliwość, by odkryć, że niepohamowane upodobanie do zbytku skaziło ich rozsądek, serce i rozum, że ustanowiło iluzoryczne bogactwa na ruinach rzeczy niezbędnych do przeżycia, że zastąpiło dobre obyczaje powierzchowną kurtuazją, a rozsądek i rozum pozorną błyskotliwością umysłu.
Główną próżnością Francuzów jest pokazanie swej zamożności. Geniusz, sztuki i być może nauka, wszystko odnosi się do przepychu, wszystko prowadzi do ruiny fortun, jakby ich pomysłowość nie wystarczała do pomnażania rzeczy i dóbr. Wiem to od nich samych. Nie zważając na solidne i przyjemne rzeczy, które Francja wytwarza w obfitości, sprowadzają wielkim kosztem z wszystkich stron świata meble nietrwałe i bezużyteczne, które ozdabiają ich domy, olśniewające klejnoty, którymi są okryci, aż do dań i trunków stanowiących ich posiłki.
Być może, mój kochany Azo, nie znalazłabym niczego karygodnego w nadmiarze ich zbytków, gdyby Francuzi posiadali złoto, by za to zapłacić albo gdyby zadowalali się tym, co wystarczy do wygodnego urządzenia ich domów.
Nasze prawa, najmądrzejsze, jakie zostały dane ludziom, zezwalają na niektóre ozdoby dla każdego stanu, które znamionują ich urodzenie lub bogactwo, i które w ostateczności można nazwać zbytkiem. Zatem nie wydaje mi się występkiem luksus, który wypływa z wybujałej wyobraźni, a jedynie ten, którego nie można utrzymać bez lekceważenia prawości i sprawiedliwości. Jednym słowem, chodzi o zbytek, któremu hołdują Francuzi i któremu poświęcają swój spokój i honor.
Jest wśród nich jedna tylko klasa mieszkańców zdolnych wynieść kult bożka na najwyższy stopień świetności bez lekceważenia koniecznych obowiązków. Wielcy tego świata chcieli ich naśladować, ale są oni jedynie męczennikami tej religii. Co za przykrość! Jaki kłopot! Jaka praca, by utrzymać wydatki ponad przychodami! Mało jest możnych, którzy nie przykładaliby uwagi do pomysłowości, przebiegłości i oszukaństwa po to, by wyróżnić się chełpliwą wystawnością. Nie tak, jak ich przodkowie, którzy starali się kierować ostrożnością, wartościami i talentami użytecznymi państwu dla uświetnienia swego imienia. I nie sądź, że zmyślam, słyszę codziennie z oburzeniem, jak młodzieńcy wykłócają się o to, który z nich użył więcej subtelności i zręczności w lawirowaniu w celu zdobycia luksusowych przedmiotów, którymi się ozdabiają, z rąk tych, którzy pracują, by przeżyć.