266.

Rola „świadomości”. Jest rzeczą zasadniczą nie mylić się co do roli „świadomości”: rozwinął ją nasz stosunek ze „światem zewnętrznym”. Natomiast dyrekcja149, to jest piecza i przezorność nad harmonią funkcji cielesnych, nie dochodzi do naszej świadomości; ani również duchowe zaprowiantowanie: że ku temu istnieje instancja najwyższa, wątpić nie należy: rodzaj komitetu kierowniczego, w którym żądze zasadnicze mają głos i władzę. „Przyjemność”, „nieprzyjemność” są skinieniami z tej sfery: zarówno akt woli: nie inaczej idee.

In summa150: to, co sobie uświadamiamy, zawiera się w stosunkach przyczynowych, które przed nami są zupełnie ukryte. Następstwo myśli, uczuć, idei w świadomości wcale nie przemawia za tym, że to następstwo jest następstwem przyczynowym: lecz pozornie tak się to wydaje i to w stopniu najwyższym. Na tej pozorności ugruntowaliśmy wszystkie swoje wyobrażenia o duchu, rozumie, logice itd. (nic podobnego nie ma: są to zmyślone syntezy i jedności) i te następnie rzutowaliśmy w rzeczy, poza rzeczy!

Zwykle samą świadomość bierze się za wspólne sensorium oraz za instancję najwyższą; tymczasem jest to tylko środek udzielania się: rozwinęła się ona dzięki obcowaniu i w interesach obcowania... „Obcowanie” rozumiemy tutaj jako działanie świata zewnętrznego i konieczne przy tym z naszej strony reakcje; zarówno jak i nasze działanie na zewnątrz. Nie jest ona kierowniczką, lecz organem kierownictwa.

267.

Że między podmiotem i przedmiotem zachodzi pewien rodzaj równości: że przedmiot jest czymś, co widziane z wewnątrz byłoby podmiotem, jest to wynalazek dobroduszny, który, jak sądzę, przeżył swój czas. Miara tego, co w ogóle sobie uświadamiamy, jest bo najzupełniej zależna od najgrubszej pożyteczności uświadamiania sobie. Jakżeby ta ciasna perspektywa świadomości pozwoliła nam twierdzić o „podmiocie” i „przedmiocie” cokolwiek bądź, co by miało choćby styczność z realnością!

268.

Szacowanie wartości: „sądzę, że to a to jest tak”, jako istota „prawdy”. W ocenach wartości wyrażają się warunki zachowania się i wzrostu. Wszystkie nasze organy poznawania i zmysły rozwinęły się tylko ze względu na warunki zachowania się i wzrostu. Zaufanie do rozumu i jego kategorii, do dialektyki, a więc do wartości logiki, dowodzi tylko ich pożyteczności w życiu, stwierdzonej przez doświadczenie: nie zaś ich „prawdy”.

Że pewna ilość wiary istnieć musi; że musimy być w możności sądzenia; że nie wątpi się o żadnej z wartości zasadniczych — oto warunki uprzednie wszystkiego, co żyje i jego życia. Przeto koniecznym jest, żeby było uważane za prawdę — nie zaś, żeby coś było prawdą.

„Świat prawdziwy i świat pozorny” — przeciwieństwo to zostało sprowadzone przeze mnie do stosunków wartości. Swoje warunki zachowania się rzutowaliśmy jako atrybuty bytu w ogóle. Ponieważ w wierze swojej, żeby prosperować, musimy być stali, uczyniliśmy z tego, że świat „prawdziwy” nie zmienia się i nie staje się, lecz jest istotą.