269.
Moralność, sposób życia dowiedziony, wypróbowany przez długie doświadczenie i badanie, dochodzi w końcu do świadomości jako prawo, jako coś panującego. I przez to łączy się z nią cała grupa wartości i stanów: staje się ona czcigodną, nietykalną, świętą, prawdziwą; istotną cechą jej rozwoju jest to, że zapomina się o jej pochodzeniu... Jest to oznaką, iż stała się władczynią...
Zupełnie to samo mogło stać się z kategoriami rozumu: w wielu próbach i błądzeniach omackiem mogły dowieść swej względnej pożyteczności... Przyszła chwila, kiedy je zsumowano i uświadomiono sobie jako całość — i kiedy je nakazano, tzn. kiedy zaczęły działać rozkazująco... Odtąd uchodzić zaczęły za a priori, jako będące poza doświadczeniem, jako niedające się odrzucić. A przecież nie wyrażają one, być może, nic innego, jeno pewne zastosowanie się do celów, właściwe rasie i gatunkowi — jedynie pożyteczność ich jest ich „prawdą”.
270.
Nie masz ani „ducha”, ani rozumu, ani myślenia, ani świadomości, ani duszy, ani woli, ani prawdy: wszystko to fikcje do niczego nieprzydatne. Nie chodzi o „podmiot i przedmiot”, lecz o pewien określony gatunek zwierzęcy, któremu płuży151 tylko jakaś względna słuszność — przede wszystkim regularność postrzeżeń (iżby mógł kapitalizować swe doświadczenie)...
Poznanie pracuje jako narzędzie mocy. Jasno tedy jak na dłoni, że wzrasta z każdym przyrostem mocy...
Znaczenie „poznania”: tutaj, jak przy „dobru” lub „pięknu”, pojęcie to należy brać w ścisłym i ciasnym antropometrycznym i biologicznym znaczeniu. Żeby określony rodzaj mógł się utrzymać i wzrastać w mocy musi w swej koncepcji realności ujmować tyle rzeczy obliczalnych i stałych, żeby na nich można było skonstruować schemat jego zachowania się. Pożyteczność zachowania się — nie zaś jakaś abstrakcyjno-teoretyczna potrzeba, żeby nie być oszukiwanym — kryje się jako motyw poza rozwojem organów poznania... rozwijają się one tak, iż baczenie na nie wystarcza, żebyśmy się utrzymali. Innymi słowy: miara chęci poznawania zależy od miary wzrostu woli mocy: gatunek ogarnia tyle realności, aby ją opanować, aby ją zaprząc w służbę.
271.
Potwierdzanie i zaprzeczanie jednego i tego samego nie jest nam dane: jest to subiektywna zasada doświadczalna, nie wyraża się w tym „konieczność”, lecz tylko niemożliwość.
Jeśli, według Arystotelesa, zasada przeczenia jest najpewniejszą ze wszystkich zasad, jeśli jest ostateczną i najpierwszą, z której wywieść się dają wszystkie dowodzenia, jeśli w niej zawiera się zasada wszystkich innych aksjomatów: tym ściślej należy rozważyć, ile ona uprzednio już istniejących twierdzeń dopuszcza. Albo twierdzimy przez nią coś tyczącego się rzeczywistości, bytu, jak gdybyśmy o tym skądinąd już wiedzieli; mianowicie, że nie mogą być im przypisane atrybuty przeciwne. Albo zasada ma wyrażać, że nie powinny być przypisywane im atrybuty przeciwne. Tedy logika byłaby imperatywem nie do poznania tego, co jest prawdą, lecz do ustanowienia i dopasowania świata, któryśmy powinni uważać za prawdziwy.