Metamorfozy bytowania (ciało, Bóg, idee, prawa natury, formuły itd.). „Bytowanie” jako pozór; odwrócenie wartości: pozór był tym, co nadaje wartość. Poznanie samo w sobie w stawaniu się niemożliwe; jakże więc poznawanie jest możliwe? Jako błąd o sobie samym, jako wola mocy, jako wola ułudy. Stawanie się jako wynajdywanie, chcenie, zaprzeczanie siebie, przezwyciężanie samego siebie: nie ma podmiotu, tylko czyn, ustanawianie, twórcze, nie ma „przyczyn i skutków”. Sztuka jako wola przezwyciężenia stawania się, jako „uwiecznianie”, lecz krótkowzroczna, zależnie od perspektywy: powtarzająca niejako w małych rozmiarach tendencję całości.
Wszystko, co wykazuje życie, należy rozważać jako zredukowaną formułę tendencji ogólnej: stąd nowe ustalenie pojęcia „życia” jako woli mocy.
Zamiast „przyczyna i skutek” walka wzajemna w stawaniu się, często z pochłonięciem przeciwnika; nie ma liczby stałej w tym, co się staje.
287.
Do psychologii metafizyki. Świat ten jest pozorny: przeto istnieje świat prawdziwy; świat ten jest warunkowy: przeto istnieje świat absolutny; świat ten jest pełen sprzeczności: przeto istnieje świat, pozbawiony sprzeczności; świat ten staje się: przeto istnieje świat bytujący — same wnioski błędne (ślepe zaufanie do rozumu: jeśli istnieje A, tedy musi być pojęcie B, będące przeciwieństwem jego). Cierpienie inspiruje te wnioski: w gruncie są to życzenia, żeby świat taki istniał; również wyraża się nienawiść dla świata, który zmusza cierpieć, w tym, iż imaginuje się sobie inny, cenniejszy: tutaj ressentiment158 metafizyków względem rzeczywistości jest twórcze.
Drugi szereg pytań: „po co cierpienie?”...
i stąd wypływa wniosek o stosunku świata prawdziwego do naszego świata pozornego, zmiennego, cierpiącego, pełnego sprzeczności: 1) cierpienie jako skutek błędu: w jaki sposób błąd jest możliwy? 2) cierpienie jako skutek winy: w jaki sposób wina jest możliwa? (Same doświadczenia ze sfery przyrodzonej lub społecznej rozciągnięto na wszechświat i rzutowano w „samego siebie”). Jeśli jednak świat warunkowy znajduje się w stosunku przyczynowym do świata absolutnego, tedy i wolność błądzenia i popełniania winy musi być również uwarunkowana przezeń: i zjawia się znowu pytanie „po co?”... Świata błędu, stawania się, sprzeczności, cierpienia pragnie się więc: „po co?”.
Wada tego sylogizmu: tworzy się dwa przeciwne pojęcia — ponieważ jednemu z nich odpowiada realność, „musi” też i drugiemu odpowiadać realność. „Inaczej skąd by posiadało się pojęcie przeciwne?” — Rozum tedy jest źródłem objawienia tego, co „istnieje samo w sobie”.
Lecz pochodzenie tych antynomii nie koniecznie musi być sprowadzone do nadprzyrodzonego źródła rozumu: wystarcza przeciwstawienie prawdziwej genezy pojęć: ta pochodzi ze sfery praktycznej, ze sfery użyteczności i dlatego właśnie budzi silną wiarę (ginie się, jeśli się nie wnioskuje zgodnie z tym rozumem: lecz tym jeszcze nie jest „dowiedzione” to, co on twierdzi).
Zaprzątanie się metafizyków cierpieniem jest całkiem naiwne. „Wieczna błogość”: nonsens psychologiczny. Ludzie dzielni i twórczy nie uznają nigdy przyjemności i cierpienia jako ostatecznych zagadnień wartości — są to stany towarzyszące: trzeba chcieć obojga, jeśli się pragnie osiągnąć cośkolwiek. W tym, iż metafizycy widzą na pierwszym planie zagadnienia przyjemności i cierpienia, wyraża się coś znużonego i chorego. Immoralność posiada dla nich tylko dlatego taką wagę, ponieważ uchodzi za zasadniczy warunek ze względu na usunięcie cierpienia.