O stopień oporu i o stopień przewagi — oto, o co chodzi we wszystkim, co się dzieje: jeśli my, dla naszego codziennego użytku w rachunkach, umiemy wyrazić to za pomocą formuł i „praw”, tym lepiej dla nas! Lecz przez to nie wprowadziliśmy moralności w świat, który sobie wyobrażamy jako jej posłuszny.
Nie ma prawa: każda moc wyciąga w każdym momencie swoją ostateczną konsekwencję. Właśnie, ponieważ nie ma mezzi divini166, na tym opiera się obliczalność.
Ilość mocy określa się działaniem, które ona wywiera i oporem, który stawia. Nie ma adiaforii167, która sama przez się dałaby się pomyśleć. Jest to zasadniczo wola gwałtu i obrony przed gwałtem. Nie samozachowanie: każdy atom działa na cały byt — nie można go sobie wyobrazić, jeśli przestaniemy sobie wyobrażać to promieniowanie woli mocy. Dlatego nazywam je ilością „woli mocy”: przez to zostaje wyrażony charakter, którego nie można usunąć z wyobrażenia porządku mechanicznego, nie usuwając tego samego porządku.
Przełożenie tego świata działań na świat widoczny — świat dla oka — jest to pojęcie „ruchu”. Pod tym zawsze rozumiemy, że coś jest poruszane — czy to jest fikcja globulki atomu lub nawet jej abstrakcja, zawsze jeszcze wyobrażamy sobie rzecz działającą — tzn. nie wyzbyliśmy się przyzwyczajenia, ku któremu nas zwodzą zmysły i mowa. Podmiot i przedmiot, czynnik czynu, czyn i to, co on czyni, oddzielone od siebie: nie zapominajmy, że to jest tylko semiotyka i nie oznacza nic realnego. Mechanika jako nauka o ruchu jest już przekładem na język zmysłów człowieka.
Potrzebujemy jedności, żeby móc liczyć: przeto nie należy przypuszczać, że takie jedności istnieją. Pojęcie jedności zapożyczyliśmy od swego pojęcia „ja” — naszego najstarszego artykułu wiary. Jeślibyśmy siebie nie uważali za jedności, nigdy byśmy nie utworzyli pojęcia „rzecz”. Teraz, dość późno, jesteśmy dostatecznie o tym przekonani, że nasza koncepcja pojęcia „ja” w niczym nie daje rękojmi za jednością realną. Żeby więc świat mechaniczny teoretycznie obronić, musimy zawsze czynić to zastrzeżenie, iż przeprowadzamy to za pomocą dwóch fikcji: za pomocą pojęcia ruchu (wziętego z naszej mowy zmysłów) i za pomocą pojęcia atomu (= jedności, wyprowadzonej z naszego „doświadczenia” fizycznego): jako przesłanki posiada on przesąd zmysłów i przesąd psychologiczny.
Świat mechaniczny został tak wyimaginowany, jak jedynie oko i dotyk świat sobie wyobrazić mogą (jako „poruszany”) tak, iż może być obliczony, iż zmyślamy jedności będące przyczyną, „rzeczy” (atomy), których działanie pozostaje stałym (przeniesienie błędnego pojęcia podmiotowego na pojęcie atomu): pojęcie liczby, pojęcie rzeczy (pojęcie podmiotu), pojęcie działalności (oddzielenie przyczyny i skutku), ruch (oko i dotyk): iż wszelki skutek jest ruchem: że, gdzie ruch jest, coś jest poruszane.
Fenomenalnym więc jest: wtrącenie pojęcia liczby, pojęcia podmiotu, pojęcia ruchu: nasze oko, nasza psychologia wciąż jeszcze w nim się znajduje.
Jeśli wyeliminujemy te dodatki, nie pozostaną rzeczy, lecz ilości dynamiczne, w stosunku napięcia do wszystkich innych ilości dynamicznych, których istota kryje się w ich stosunku do wszystkich innych ilości, w ich działaniu na nie. Wola mocy nie jest bytem, nie jest stawaniem się, lecz patosem — jest faktem elementarnym, z którego dopiero wywodzi się stawanie, działanie...
Mechanika formułuje zjawiska następcze i przy tym jeszcze semiotycznie, za pomocą zmysłowych i psychologicznych środków ekspresyjnych: nie dotyka ona siły przyczynowej.
Jeśli najwnętrzniejszą istotą bytu jest wola mocy, jeśli przyjemność jest wzrostem mocy, nieprzyjemność wszelkim uczuciem niemożliwości oparcia się i opanowania: czyż nie wolno ustanowić przyjemności i nieprzyjemności jako faktów kardynalnych? Czyż wola jest możliwa bez tych dwóch oscylacji między tak i nie? Lecz kto odczuwa przyjemność?... Lecz kto chce mocy?... Pytanie bez sensu! Jeśli sama istota jest wolą mocy, a przeto odczuwaniem przyjemności i nieprzyjemności! Mimo to potrzebne są przeciwieństwa, opory, a względnie i jedności przemagające...