336.
Miarą wolności, czy to dla jednostki, czy to dla społeczeństw, jest stopień oporu, który ustawicznie pokonywać należy, żeby pozostać u góry: wolności, rzecz prosta, rozpatrywanej jako moc pozytywna, jako wola mocy. A przeto najwyższa forma wolności indywidualnej, udzielność, wzrastałaby, bardzo prawdopodobnie, nie dalej niż o pięć kroków od swego przeciwieństwa, tam, gdzie groźba niewolnictwa, niby sto mieczów damoklesowych nad istnieniem zawisła. Zważcie na to w przebiegu dziejów: czasy, kiedy „indywiduum” dojrzało do owej doskonałości, to znaczy stało się wolne, kiedy został osiągnięty klasyczny typ człowieka udzielnego: och nie! te czasy nie były nigdy humanitarnymi!
Trzeba nie mieć wyboru: albo górą — albo na spodzie, jak robak być wyszydzonym, unicestwionym, rozdeptanym. Trzeba tyranów mieć przeciw sobie, żeby stać się tyranem, tj. wolnym. Niemała to korzyść sto mieczów damoklesowych mieć nad sobą: to uczy tańczyć, dzięki temu dochodzi się do „wolności ruchów”.
337.
Indywidualizm jest skromnym i nieświadomym jeszcze rodzajem „woli mocy”: tutaj jednostce wydaje się już dosyć, jeśli się wyzwoli z przewagi społeczeństwa (bądź to państwa, bądź kościoła...). Przeciwstawia się nie jako osoba, lecz tylko jako jednostka; przedstawia wszystkie jednostki wobec zbiorowości. To znaczy instynktownie staje na równi z każdą jednostką; co zdobywa, zdobywa nie dla siebie jako osoba, lecz jako jedność na zbiorowości.
Socjalizm jest tylko środkiem agitacyjnym indywidualizmu: pojmuje on, że aby coś osiągnąć, trzeba zorganizować działanie zbiorowe, „moc”. Lecz to, czego on chce, nie jest społeczność jako cel jednostki, lecz społeczność jako środek do umożliwienia wielu jednostek — to jest instynktem socjalistów, co do którego często się mylą (pominąwszy to, że aby dopiąć swego celu, często oszukiwać muszą). Altruistyczne kazania moralne w służbie egoizmu indywidualnego — jedno z najzwyklejszych oszustw wieku dziewiętnastego.
Anarchizm jest znowu tylko środkiem agitacyjnym socjalizmu; za pomocą niego wzbudza strach, strachem zaczyna fascynować i terroryzować: przede wszystkim — przyciąga odważnych, ryzykujących na swą stronę, nawet w sprawach najbardziej duchowych.
Mimo to wszystko: indywidualizm jest najskromniejszym stopniem woli mocy.
Skoro osiągnęło się pewną niezależność, chce się więcej: następuje wyodrębnienie się stosownie do stopnia siły: jednostka nie stawia się już na równi bez wyboru, lecz szuka sobie równych, odsuwa od siebie inne. Po indywidualizmie następuje tworzenie członków i organów: tendencje pokrewne łączą się i występują jako moc: między tymi ogniskami mocy tarcie, wojna, rozpoznawanie sił wzajemnych, wyrównywanie, zbliżanie się, ustanowienie wymiany wydajności. W końcu: układ hierarchiczny.
1. Indywidua wyzwalają się;