Mimowolna naiwność takiego La Rochefoucauld, który przypuszcza, że wypowiedział coś śmiałego, niezależnego i paradoksalnego — wówczas „prawda” w rzeczach psychologii była czymś, co wzbudzało zdziwienie — na przykład: „les grandes âmes ne sont pas celles qui ont moins de passions et plus de vertus que les âmes communes, mais seulement celles qui ont de plus grands desseins193”. Wprawdzie John Stuart Mill (który nazywa Chamforta szlachetniejszym i filozoficzniejszym La Rochefoucald’em wieku osiemnastego) widzi w nim tylko najbystrzejszego obserwatora wszystkiego tego w duszy ludzkiej, co sprowadza się do „zwykłego egoizmu” i dodaje: „duch szlachetny nigdy nie zgodzi się na to, żeby sobie nałożyć długotrwałe rozważanie pospolitości i niskości, chyba, żeby wykazać, jak zgubnym wpływom wielki umysł i szlachetność charakteru umie zwycięsko się oprzeć”.

351.

Pożytecznymi są wszystkie uczucia społem, jedne wprost, inne pośrednio; ze względu na pożytek zgoła niemożliwa ustanawiać jakiegokolwiek następstwa wartości — chociaż z pewnością, według miary ekonomii, wszystkie siły w naturze społem są dobre, tj. pożyteczne i z nich wypływa tak wiele straszliwej i nieodwołalnej fatalności. Co najwyżej można by było rzec, że uczucia najpotężniejsze są też najcenniejsze: w tym znaczeniu, że nie ma większych źródeł siły.

352.

Co się nazywa pożytecznym, zupełnie zależy od zamiaru, „w jakim celu?”; zamiar znowu jest zupełnie zależny od stopnia mocy: przeto utylitaryzm nie jest doktryną zasad, lecz skutków i absolutnie nie można uczynić go obowiązującym dla wszystkich.

353.

Poznanie nasze stało się naukowym w tej mierze, w jakiej można zastosować liczbę i miarę. Można by było uczynić próbę, czy naukowe ustopniowanie wartości nie dałoby się zbudować po prostu na liczbowej i wymiernej skali siły... Wszystkie inne wartości są przesądami, naiwnościami, nieporozumieniami. Powszechnie dają się sprowadzić do owej skali liczbowej i wymiernej siły. Wznoszenie się na tej skali oznacza wzrost wartości: zniżanie się na tej skali oznacza zmniejszanie się wartości. Tutaj pozór i przesąd ma się przeciw sobie.

354. Historia zmoralizowania i odmoralizowania

Twierdzenie pierwsze. Nie ma zgoła postępków moralnych: te są całkiem urojone. Nie tylko, że ich dowieść nie można (co np. przyznaje Kant, a i chrześcijanizm także) — lecz że są one zgoła niemożliwe. Wskutek nieporozumienia psychologicznego wynaleziono przeciwieństwo sił działających i sądzono, że został oznaczony inny rodzaj tych sił; urojono sobie primum mobile, które zgoła nie istnieje. W myśl oceny, która w ogóle została wprowadzona przez przeciwieństwo między „moralny” i „niemoralny”, należy orzec: istnieją zamiary i postępki tylko niemoralne.

Twierdzenie drugie. Całe to rozróżnianie „moralny” i „niemoralny” wypływa stąd, że jak postępki moralne, tak niemoralne są aktami wolnej spontaniczności — krótko mówiąc, że taka spontaniczność istnieje albo, inaczej się wyrażając: że sądy moralne w ogóle stosują się do jednego tylko gatunku zamiarów i postępków, wolnych. Lecz cały ten gatunek zamiarów i postępków jest czysto imaginacyjny: świat, do którego by dało się zastosować tylko skalę moralną, zgoła nie egzystuje — nie ma postępków ani moralnych, ani niemoralnych.