Błąd psychologiczny, z którego powstało przeciwieństwo między pojęciami „moralny” i „niemoralny”: „bezinteresowny”, „nieegoistyczny”, „pełen zaparcia się siebie” — wszystko to rzeczy nierealne, urojone.
Wadliwy dogmatyzm w stosunku do „ego”: pojęte zostało ono anatomicznie w fałszywym przeciwieństwie do „nie ja”; wyłączone ze stawania się, jako coś bytującego. Fałszywe zsubstancjalizowanie „ja”: szczególniej pod presją tresury religijno-moralnej (w wierze w nieśmiertelność indywidualną), przeobrażone w artykuł wiary. Po tym sztucznym wydzieleniu i ogłoszeniu „ego” za samo w sobie i dla siebie otrzymano przeciwieństwo wartości, które wydawało się nie do obalenia: ego jednostki i niezmierne „nie ja”. Zdawało się oczywistym, iż wartość „ego” jednostki może polegać tylko na stosunku do niezmiernego „nie ja”, względnie na podporządkowaniu się i istnieniu gwoli194 niemu. Tutaj były decydującymi instynkty stadne: nic bardziej nie sprzeciwia się tym instynktom niż udzielność jednostki. Jeśli się jednak przypuści, że „ego” pojmuje się jako rzecz samą w sobie, tedy wartość jego musi polegać na zaprzeczeniu samego siebie.
A więc: 1) fałszywe usamodzielnienie „indywiduum” jako atomu;
2) uczczenie stada, które chęć pozostania atomem potępia i odczuwa jako wrogą;
3) jako skutek: przezwyciężenie indywiduum przez przeniesienie jego celu;
4) wtedy zaczęło się zdawać, że istnieją postępki będące zaprzeczeniem samych siebie: za pomocą fantazji wytworzono wkoło nich całą sferę przeciwieństw;
5) zapytywano: „w jakich postępkach człowiek potwierdza się najsilniej?”. Wokoło tych (płciowości, chciwości, żądzy panowania, okrucieństwa itd.) nagromadzono banicję, nienawiść, pogardę: sądzono, że istnieją popędy nieegoistyczne, odrzucono wszelkie egoistyczne, żądano nieegoistycznych;
6) skutek z tego: cóż uczyniono? Popędy najsilniejsze, najnaturalniejsze, więcej jeszcze, popędy jedynie realne potępiono — odtąd, żeby czyn zasługiwał na pochwałę, trzeba było zaprzeczyć istnienia w nim takich popędów: olbrzymie fałszerstwo in psychologicis. Nawet wszelki rodzaj „zadowolenia z siebie” stał się dopiero wtedy możliwy, kiedy siebie sub specie boni195 fałszywie interpretowano i dostosowywano. Odwrotnie: ów gatunek, który miał w tym swą korzyść, żeby człowiekowi odejmować zadowolenie z siebie (przedstawiciele instynktu stadnego, np. kapłani i filozofowie), stał się dość subtelny i bystry pod względem psychologicznym, żeby wykazać, jak powszechnie panuje przecież egoizm. Wniosek chrześcijański: wszystko jest grzechem; są nim też nasze cnoty. Człowiek bezwzględnie godzien odrzucenia. Postępowanie nieegoistyczne jest niemożliwe. Grzech pierworodny. Jednym słowem: człowiek, doprowadziwszy swe instynkty do sprzeczności z czysto imaginacyjnym światem dobra, skończył na pogardzaniu sobą, jako niezdolnym do spełniania czynów „dobrych”.
W tym chrześcijanizm196 wykazuje postęp pod względem zaostrzenia wzroku psychologicznego: La Rochefoucauld i Pascal. Chrześcijanizm pojął, iż w istocie i co do wartości czyny ludzkie w zarysach ogólnych są jednakowe (wszystkie niemoralne).
I oto poważnie zabrano się do formowania ludzi, w których egoizm jest zabity: kapłanów, świętych. I jeśli wątpiono, iż można stać się „doskonałym”, nie wątpiono, iż się wie, co jest doskonałym.