Żeby być klasykiem, trzeba posiadać wszystkie silne i pozornie sprzeczne dary i żądze: lecz tak, żeby szły wszystkie społem pod jednym jarzmem; żeby się zjawiły w czasie właściwym do wyniesienia rozkoszy literackiej lub artystycznej, lub politycznej do szczytu i na czoło (nie zaś wtedy, kiedy to już nastąpiło...). Należy odbijać stan ogólny (czy to narodu, czy cywilizacji w największej i najwnętrzniejszej głębi swej duszy, w epoce, kiedy jeszcze istnieje i nie został zabarwiony naśladowaniem obczyzny (lub tylko zależności...); nie trzeba być duchem reaktywnym, lecz wyciągającym wnioski i prowadzącym naprzód, przytakującym we wszystkim, nawet w nienawiści.
„Niepotrzebnaż do tego najwyższa wartość osobista?”... Należy, być może, rozważyć, czy nie odgrywają tutaj roli przesądy moralne i czy wielka wysokość moralna nie jest, być może, sama w sobie sprzecznością z klasycyzmem?... Czy monstra moralne z konieczności nie muszą być romantykami, w słowie i czynie?... Taka przewaga jednej cnoty nad innymi (jak w monstrum moralnym) właśnie występuje wrogo w równowadze z mocą klasyczną: jeśli przypuścić, że się posiada tę wysokość i mimo to jest klasykiem, tedy należałoby wnosić, że posiada się także immoralność w tym samym stopniu: tak było, być może, z Szekspirem (jeśli przypuścić, że był rzeczywiście lordem Bacon).
Czy poza owym przeciwieństwem między klasycznością i romantycznością nie kryje się przeciwieństwo aktywności i reaktywności?...
371.
Zmoralizowanie sztuk. Sztuka jako wyzwolenie z wąskości moralnej i optyki pokątnej lub jako szyderstwo z niej. Ucieczka do przyrody, gdzie piękność jej łączy się z straszliwością. Koncepcja człowieka wielkiego.
— Kruche, bezpożyteczne dusze zbytkowne, które samo tchnienie mąci, „dusze piękne”.
— Wyblakłe ideały budzić w ich bezlitosnej twardości i brutalności, jako najwspanialsze potwory, jakimi one są.
— Tryumfująca radość z rozkoszy psychologicznego wniknięcia w krętaninę i komedianctwo nieświadome wszystkich zmoralizowanych artystów.
— Fałsz sztuki — jej immoralność wyprowadzić na światło.
— „Idealizujące” moce zasadnicze (zmysłowość, upojenie, przebogatą zwierzęcość) wyciągnąć na światło.