372.

Z przyszłości. Przeciw romantyce, przeciw wielkiej „namiętności”. Pojąć, jak każdy gust „klasyczny” wymaga pewnego quantum208 chłodu, jasności, twardości: logika przede wszystkim, szczęśliwość w duchowości, „trzy jedności”, koncentracja, nienawiść uczucia, serca, esprit, nienawiść tego, co wielokrotne, niepewne, nieokreślone, przeczuwające, tak samo jak nienawiść tego, co krótkie, ostre, ładne, dobrotliwe. Nie należy igrać z formułami artystycznymi: należy przekształcać życie, żeby je potem można było formułować...

Pocieszna to komedia, z której teraz dopiero uczymy się śmiać, którą teraz dopiero widzimy: iż współcześnicy Herdera, Winckelmanna, Goethego i Hegla przypisywali sobie odkrycie na nowo ideału klasycznego... I jednocześnie Szekspira! I to samo pokolenie w sposób wiarołomny wyparło się szkoły klasycznej Francuzów, jak gdyby rzeczy zasadniczej nie można się było nauczyć równie dobrze tu, jak tam!... Lecz wołano o „naturę”, „naturalność”: o tępoto! Wyobrażano sobie, że klasycyzm jest rodzajem naturalności!

Bez przesądu i miękkości przemyśleć do końca, na jakim gruncie może wzrastać smak klasyczny. Zahartowanie, uproszczenie, wzmocnienie, poprawienie człowieka: tak to wszystko idzie społem. Uproszczenie logiczno-psychologiczne. Pogarda dla detalów, kompleksów, niepewności.

Romantycy niemieccy protestowali nie przeciw klasycyzmowi, lecz przeciw rozumowi, oświeceniu, smakowi, osiemnastemu stuleciu.

Uczuciowość muzyki romantyczno-wagnerowskiej: przeciwieństwo uczuciowości klasycznej...

Wola jedności (ponieważ jedność tyranizuje: mianowicie słuchaczy, widzów), lecz niezdolność, aby ona tyranizowała co do rzeczy głównej: mianowicie co się tyczy dzieła samego (zmuszała do wyrzekania się, skrócania, wyjaśniania, upraszczania). Pokonywanie za pomocą tłumów (Wagner, Victor Hugo, Zola, Taine).

373.

Nihilizm artystów. Przyroda jest okrutna swoją pogodą; cyniczna swoimi wschodami słońca. Jesteśmy wrodzy wzruszeniom. Ucieka się tam, gdzie natura działa na nasze zmysły i wyobraźnię; gdzie nie ma nic do kochania, gdzie nam nic nie przypomina moralnych urojeń i subtelności tej natury północnej; i tak też w sztukach. Wolimy to, co nam już nie przypomina o „dobrym i złym”. Nasza drażliwość moralna i bolesność jak gdyby się rozpuszczają w naturze straszliwej i szczęśliwej, w fatalizmie zmysłów i sił. Życie bez dobroci.

Dobroczynnym jest widok wspaniałej indyferencji natury wobec dobra i zła.