Nie ma sprawiedliwości w historii, nie ma dobroci w naturze: i dlatego pesymista, jeśli jest artystą, in historicis idzie tam, gdzie nieobecność sprawiedliwości ukazuje się jeszcze ze wspaniałą naiwnością, gdzie doskonałość właśnie się wyraża — i to samo w naturze tam, gdzie zły i indyferentny charakter nie ukrywa się, gdzie natura reprezentuje charakter doskonałości... Artysta nihilistyczny zdradza się chceniem i wyróżnianiem historii cynicznej, natury cynicznej.
374.
Jest to kwestią siły (jednostki lub narodu), czy i gdzie pada sąd: „piękne”. Poczucie pełni, nagromadzonej siły (pozwalające przyjmować odważnie i radośnie wiele rzeczy, przed którymi drży człowiek słaby) — poczucie mocy wypowiada sąd „piękne” nawet o rzeczach i stanach, które instynkt niemocy może tylko uważać za godne nienawiści, za „szpetne”. Wyczucie tego, z czym byśmy mniej więcej dali sobie radę, jeślibyśmy się zetknęli, jako z niebezpieczeństwem, problematem, pokusą — to wyczucie określa też nasze estetyczne „tak”. („To jest piękne”, jest potwierdzeniem).
Wypływa stąd, biorąc ogólnie, iż upodobanie w rzeczach problematycznych i strasznych jest symptomatem siły: podczas kiedy gustowanie w rzeczach ładnych i powabnych właściwym bywa słabym i delikatnisiom. Upodobanie w tragedii charakteryzuje epoki i charaktery silne: ich non plus ultra jest być może divina commedia. Są to duchy heroiczne, które z okrucieństwem tragicznym mówią do siebie „tak”: są one dość twarde, żeby cierpienie odczuwać jako przyjemność... Na odwrót, jeśli się przypuści, że słabi pożądają rozkoszy ze sztuki, która nie była dla nich wymyślona, co uczynią, żeby ją dopasować do swego smaku? Włożą w nią swoje własne odczuwania wartości: np. „tryumf moralnego porządku świata” lub naukę o „bezwartościowości istnienia”, lub wezwanie do „rezygnacji” (lub na pół medyczne, na pół moralne wyładowanie uczuć à la Arystoteles). W końcu: sztuka straszliwości, o ile pobudza nerwy, może być ceniona jako stimulans przez słabych i wyczerpanych: to jest np. dziś przyczyną, iż się ceni sztukę Wagnera. W jakim stopniu ktoś może przyznawać rzeczom charakter straszliwy i problematyczny, jest oznaką poczucia błogości i mocy; i czy w ogóle w końcu potrzebuje „rozwiązań”.
Ten rodzaj pesymizmu artystycznego jest wprost przeciwieństwem pesymizmu moralno-religijnego, który cierpi nad „zepsuciem” człowieka, nad zagadką istnienia: ten za wszelką cenę pragnie rozwiązania, przynajmniej nadziei na rozwiązanie... Cierpiący, zrozpaczeni, niedowierzający sobie, chorzy jednym słowem po wszystkie czasy potrzebowali wizji zachwycających, żeby móc wytrzymać (stąd pochodzi pojęcie „błogosławiony”). Wypadek pokrewny: artyści décadence, w gruncie rzeczy nihilistycznie usposobieni względem życia, kryją się w piękne formy — w rzeczach wybranych, gdzie natura staje się doskonałą, gdzie jest indyferentność wielką i piękną... („Miłość piękna” może być więc czymś innym niż zdolnością widzenia, tworzenia piękna: może ona być właśnie wyrazem, że się jest niezdolnym do tego.)
Artyści pokonywający, którzy z każdego konfliktu potrafią wydobyć współdźwięczność, są ci, co ze swej własnej mocy i osobistego wyzwolenia pozwalają korzystać rzeczom nawet: swoje doświadczenie najwnętrzniejsze wypowiadają w symbolice każdego dzieła sztuki — twórczość ich jest dziękczynieniem za swe istnienie.
Głębokość artysty tragicznego polega na tym, że jego instynkt estetyczny obejmuje wzrokiem skutki oddalone, że nie zatrzymuje się przy najbliższych, że przytakuje ekonomii na wielką skalę, która rzeczy straszne, złe i problematyczne usprawiedliwia i nie tylko — usprawiedliwia.