Żeby znieść ideę wrotu jest konieczna: wolność od moralności; nowe środki przeciw faktowi bólu (ból pojmować jako narzędzie, jako ojca przyjemności; nie ma świadomości, sumującej przykrości); rozkosz z wszelkiego rodzaju niepewności, próbowania, jako przeciwwaga względem owego krańcowego fatalizmu; usunięcie pojęcia konieczności; usunięcie „woli”; usunięcie „poznania samego w sobie”.
Największe wyniesienie świadomości siły w człowieku, jako w tym, który tworzy nadczłowieka.
380.
Jeśliby świat miał cel, musiałby cel ten być osiągnięty. Jeśliby istniał dlań nieprzewidziany kres, musiałby on być również osiągnięty. Jeśliby w ogóle był zdolny do trwania, stałości, „bytowania”, jeśliby w ciągu całego swego stawania się posiadał tylko przez jedną chwilę tę zdolność „bytowania”, i wtedy by od dawna był koniec ze wszelkim stawaniem się, także ze wszelkim myśleniem, ze wszelkim „duchem”. Sam fakt, iż „duch” jest stawaniem się, dowodzi, iż świat nie ma celu, nie ma kresu: że do bytowania jest niezdolny. Lecz dawne przyzwyczajenie wobec wszystkiego, co się dzieje, do myślenia o celu, a wobec świata o Bogu, jako o kierowniku i twórcy, jest tak silne, iż myśliciela kosztuje wiele trudu, żeby bezcelowości świata nie wyobrażać sobie znowu jako zamiaru. Na ten pomysł — że świat rozmyślnie unika celu i nawet umie sztucznie zapobiegać ruchowi kołowemu — muszą wpaść wszyscy ci, którzy by chcieli zadekretować dla świata zdolność wiecznego odnawiania się, tzn. posiadającej kres, określonej, niezmiennie jednakowej sile, jaką jest „świat”, przypisać cudowną zdolność do nieskończonego odnawiania form i stanów. Chociaż Bóg przestał istnieć, świat ma jednak być zdolny do boskiej siły twórczej, do nieskończonej zdolności przemiany; ma sobie z własnej woli zabraniać wpadania w jedną ze swoich form dawnych; ma mieć nie tylko zamiar, lecz i środki do zabezpieczania siebie od wszelkiego powtarzania; może więc przeto kontrolować w każdym momencie każdy swój ruch w tym celu, żeby unikać celów, warunków, kresów, powtórzeń — i wszelkich skutków, jakie tak niewybaczalnie szalony system myślenia i życzeń pociągnąć może. Jest to jeszcze wciąż dawny religijny sposób myślenia i system pragnień, rodzaj tęsknoty za wiarą, że w czymś przecież świat jest tym samym, co stary, ukochany, nieskończony, nieobjęty Bóg twórca — iż w czymś przynajmniej „stary Bóg żyje jeszcze” — owa tęsknota Spinozy, wyrażająca się w słowach „deus sive natura209” (on odczuwał nawet „natura sive deus”). Lecz jakież jest twierdzenie i wiara, w których najlepiej formułuje się decydujący zwrot, przewaga, osiągnięta obecnie, ducha naukowego nad duchem religijnym, tworzącym bogi? Czyż nie należy rzec: świat, jako siła, nie powinien być wyobrażany jako nieograniczony, ponieważ tak pomyślany być nie może — zabraniamy sobie pojęcia siły nieskończonej jako z pojęciem siły niedającym się pogodzić. Przeto — brak też światu zdolności do wiecznego odnawiania się.
381.
Twierdzenie o stałości energii wymaga wiecznego wrotu.
382.
Że stan równowagi nigdy nie bywa osiągany, dowodzi, iż jest niemożliwy. Lecz w jakiejś przestrzeni nieokreślonej osiągnięty mógłby być. Również w przestrzeni kulistej. Kształt przestrzeni musi być przyczyną wiecznego ruchu i ostatecznie wszelkiej „niedoskonałości”.
Iż „siła” i „spokój”, trwanie w swoistej „niezmienności” wyłączają się wzajemnie. Miara siły (jako wielkość) jest stała, istota jej jednak płynna.
„Poza czasem” do odrzucenia. W określonym momencie siły zawiera się absolutne uwarunkowanie nowego podziału wszystkich jej sił. Siła nie może się zatrzymać. „Zmiana” stanowi część jej istoty, więc także i charakter czasowy: czym jednak tylko stwierdzamy abstrakcyjnie konieczność zmiany.