383.

Jeśliby ruch świata miał kres celowy, ten by osiągnięty być musiał. Lecz jedynym faktem podstawowym jest to, że nie posiada kresu celowego: i wszelka filozofia lub hipoteza naukowa (na przykład mechanistyczna), zawierająca stan taki, zostaje obalona przez ten fakt podstawowy... Szukam takiej koncepcji świata, która ten fakt uwzględnia: stawanie się winno być objaśnione bez uciekania się do takich zamiarów finalnych: stawanie się musi się wydawać usprawiedliwionym w każdym momencie (lub nieocenialnym: co na jedno wynosi); absolutnie nie należy usprawiedliwiać teraźniejszości ze względu na to, co będzie, lub przeszłości gwoli temu, co istnieje teraz. „Konieczność” nie istnieje w postaci interweniującej i panującej władzy powszechnej lub motoru pierwotnego; jeszcze mniej, żeby warunkować coś cennego. Dlatego konieczna zaprzeczyć istnienia świadomości powszechnej stawania się, istnienia „Boga”, żeby tego, co się dzieje, nie rozważać z punktu widzenia istoty, która współczuje, wie, lecz nie posiada woli. „Bóg” jest bezpożyteczny, jeśli niczego nie chce, a z drugiej strony byłby zsumowaniem nieprzyjemności i nielogiczności, która by obniżyła wartość powszechną „stawania się”. Szczęśliwym trafem brak właśnie takiej sumującej mocy (Bóg, który cierpi i obejmuje wszystko spojrzeniem, „świadomość powszechna” i „duch powszechny” byłby największym zarzutem przeciw istnieniu). Ściślej: nie należy w ogóle przypuszczać, iż coś bytuje — ponieważ wtedy stawanie się traci swą wartość i wydaje się wprost niedorzecznym i zbytecznym. Należy przeto zapytać siebie: jak mogły (musiały) powstać iluzje, iż coś byt posiada; również: jak pozbawione są wartości wszystkie sądy o wartości, które spoczywają na hipotezie, iż bytowanie istnieje. Lecz w ten sposób uznaje się, że ta hipoteza bytu jest źródłem wszelkiego oczerniania świata („świat lepszy”, „świat prawdziwy”, „tamten świat”, „rzecz sama w sobie”).

1) Stawanie się nie ma kresu celowego, ujściem jego nie jest „byt”.

2) Stawanie się nie jest stanem pozornym; być może świat bytujący jest pozorem.

3) Stawanie się w każdym momencie posiada jednakową wartość: suma jego wartości pozostaje niezmienna: wyrażając się inaczej: nie posiada ono żadnej wartości, ponieważ brak czegoś, czym by je mierzyć można i ze względu na co słowo „wartość” posiadałoby znaczenie. Wartość powszechna świata nie daje się ocenić, a przeto pesymizm filozoficzny należy do rzeczy komicznych.

384.

Nowa koncepcja świata. Świat istnieje; nie jest on czymś, co się staje, czymś, co przemija. Lub raczej: staje się, przemija, lecz nigdy nie zaczynał stawać się: nigdy nie przestawał przemijać — utrzymuje się w jednym i drugim... Żyje sam sobą: ekskrementy jego są jego pożywieniem...

Hipotezą świata stworzonego nie powinniśmy zaprzątać się ani przez chwilę. Pojęcie „tworzyć” zupełnie nie daje się obecnie zdefiniować, zrealizować; jest już tylko słowem, słowem rudymentarnym z czasów przesądu; za pomocą wyrazu nie objaśnia się nic. Ostatnią próbę koncepcji świata mającego początek podejmowano wielokrotnie w ostatnich czasach za pomocą procedury logicznej — przede wszystkim, jak można się domyślić, z ukrytym zamiarem teologicznym.

W ostatnich czasach chciano wielokrotnie znaleźć sprzeczność w pojęciu „nieskończoność” czasu w przeszłości (regressus in infinitum): znaleziono ją nawet, wprawdzie za cenę, iż wzięto głowę za ogon. Nic nie może mi przeszkodzić, żebym zaczął od tej chwili rachować wstecz i rzekł do siebie „w ten sposób nigdy do końca nie dojdę”: jak mogę w tej samej chwili zacząć rachować naprzód do nieskończoności. Dopiero kiedy bym chciał popełnić błąd — będę się strzegł tego — i utożsamić to poprawne pojęcie regressu in infinitum ze zgoła niewykonalnym pojęciem postępu dotychczas, dopiero kiedy zacznę uważać kierunek (naprzód lub wstecz) jako logicznie obojętny chwycę głowę — tzn. tę chwilę — jako ogon: pozostawiam to tobie, mój panie Dühring210!...

Z ideą tą spotkałem się u dawniejszych myślicieli: za każdym razem spowodowały ją inne myśli ukryte (najczęściej teologiczne, gwoli creator spiritus211). Jeśliby świat w ogóle mógł zakrzepnąć, wyschnąć, obumrzeć, stać się niczym lub gdyby mógł osiągnąć równowagę, lub gdyby w ogóle miał jaki cel, zawierający w sobie trwanie, niezmienność, jakieś „raz na zawsze” (krótko, metafizycznie mówiąc: jeśliby ujściem stawania się mógł być byt lub nic), tedy stan ten musiałby był być osiągnięty. Lecz osiągniętym nie został, z czego wniosek... Jest to nasza jedyna pewność, którą trzymamy w ręku, żeby się nią posługiwać jako korelatywem przeciw mnóstwu hipotez kosmicznych, w istocie możliwych. Jeśli np. mechanizm nie może uniknąć konsekwencji stanu kresowego, jaki mu wykreślił Thomson, tedy mechanizm tym samym jest obalony.