Jakże się dzieje mimo to, że przeważna239 liczba idealistów natychmiast czyni propagandę dla swego ideału, jak gdyby nie mieli prawa do ideału, jeśliby go wszyscy nie uznali? To czynią np. wszystkie owe śmiałe kobietki, które pozwalają sobie na uczenie się łaciny i matematyki... Co zmusza je do tego? Obawiam się, że jest tym instynkt stadny, obawa przed stadem: walczą o „emancypację kobiety”, ponieważ pod formą działalności szlachetnej, pod sztandarem „dla innych”, najprzebieglej przeprowadzają swój mały separatyzm prywatny...
Przebiegłość idealistów, żeby się podawać tylko za misjonarzy i „przedstawicieli” ideału: „przeobrażają się” dzięki temu w oczach tych, co w bezinteresowność i heroizm wierzą. Tymczasem: prawdziwy heroizm polega nie na tym, że się walczy pod sztandarem poświęcenia, oddania, bezinteresowności, lecz że się zgoła nie walczy... „Takim jestem; takim być chcę: niech was diabli wezmą!”.
434.
W końcu, cóż osiągnąłem? Nie ukrywajmy przed sobą tego najdziwniejszego rezultatu: udzieliłem cnocie nowego powabu — działa jako coś zakazanego. Ma ona przeciw sobie naszą najsubtelniejszą lojalność, została upeklowana w „cum grano salis240” naukowego wyrzutu sumienia; idzie od niej woń staroświecczyzny i autentyczności, tak iż w końcu wabi tylko i zaciekawia ludzi wyrafinowanych; jednym słowem działa jak występek. Dopiero kiedyśmy we wszystkim rozeznali kłamstwo, ułudę, otrzymaliśmy znowu pozwolenie na ten najpiękniejszy fałsz, fałsz cnoty. Nie ma już takiej instancji, która by nam jej miała prawo zabronić: dopiero kiedyśmy wykazali, że cnota jest formą niemoralności, jest ona znowu usprawiedliwiona — zostaje podporządkowana i przyrównana ze względu na swoje znaczenie zasadnicze, uczestniczy w zasadniczej niemoralności wszelkiego istnienia — jako najwyższa forma zbytku, najbardziej zadzierająca nosa, najdroższa i najrzadsza forma występku. Wygładziliśmy jej zmarszczki i obcięli habit, uwolniliśmy ją od natarczywości nazbyt wielu, odjęliśmy idiotyczną sztywność, oczy szklane, sterczącą fryzurę i hieratyczną muskulaturę.
435.
Cnota nie znajduje już wiary obecnie, jej siła przyciągająca znikła; chyba że musiałby ktoś znowu wprowadzić ją na rynek jako niezwykłą formę awanturniczości i rozpusty. Wymaga za wiele ekstrawagancji i ograniczoności od swoich wiernych, żeby nie miała obecnie mieć sumienia przeciw sobie. To prawda, że dla pozbawionych sumienia i skrupułów może to być właśnie jej nowym urokiem: odtąd jest ona tym, czym nigdy dotychczas jeszcze nie była, zmazą.
436.
Czy zaszkodziłem przez to cnocie?... Nie więcej niż anarchiści panującym: dopiero kiedy zaczęto do nich strzelać, siedzą znowu mocno na swych tronach... Bowiem zawsze tak bywało i będzie: nie można lepiej dopomóc sprawie, niż prześladując ją i szczując wszystkimi psami... To — uczyniłem ja.
437.
Książęta Europy powinni w rzeczy samej zastanowić się, czy mogą się obyć bez naszego poparcia. My immoraliści — jesteśmy obecnie jedyną potęgą, która nie potrzebuje żadnych sojuszników, żeby osiągnąć zwycięstwo: dzięki temu jesteśmy najsilniejsi między silnymi. Nie potrzebujemy nawet kłamstwa: jakaż potęga zresztą może się obyć bez niego? Za nas walczy silna pokusa, najsilniejsza być może jaka istnieje — pokusa prawdy... Prawdy? Kto kładzie mi w usta to słowo? Lecz ja wyjmuję je z powrotem: lecz ja gardzę dumnym słowem: nie, my nie potrzebujemy nawet i tego, i bez prawdy nawet doszlibyśmy do mocy i do zwycięstwa. Urok, który walczy za nas, źrenica Venus, która nawet naszych wrogów czaruje i oślepia, to jest magia krańcowości, pokusa, którą wywiera wszystko, co jest krańcowe: my immoraliści, my jesteśmy najkrańcowsi...