463. Moje pięć „nie”
1. Moja walka przeciw poczuwaniu się do winy i mieszaniu pojęcia kary do świata psychicznego i metafizycznego, zarówno do psychologii, do wykładania historii. Wniknięcie w przemoralizowanie wszystkich dotychczasowych filozofii i ocen wartości.
2. Rozpoznanie i dobycie przeze mnie przekazanego ideału, ideału chrześcijańskiego, także i stąd, gdzie z dogmatyczną formą chrześcijanizmu skończono już. Niebezpieczeństwo ideału chrześcijańskiego kryje się w jego poczuciach wartości, w tym, co się obyć może bez wyrazu pojęciowego: walka moja z chrześcijanizmem ukrytym (np. w muzyce, w socjalizmie).
3. Moja walka przeciw wiekowi XVIII Rousseau, przeciw jego „naturze”, jego „człowiekowi dobremu”, jego wierze w panowanie uczucia — przeciw rozmiękczeniu, osłabieniu, przemoralizowaniu człowieka: przeciw ideałowi, który się urodził z nienawiści do kultury arystokratycznej i in praxi252 jest panowaniem nieochełznanych uczuć ressentiment253, wymyślony jako sztandar do walki (moralność polegająca na poczuwaniu się do winy u chrześcijan, moralność, wypływająca z ressentiment jako poza gminu).
4. Moja walka przeciw romantyce, w której jednoczą się ideał chrześcijański z ideałem Rousseau, a wraz i z tęsknotą za dawnymi czasy kultury kapłańsko-arystokratycznej, za virtù „człowieka silnego” — coś nadzwyczaj hybrydycznego; fałszywy i naśladowany rodzaj silniejszej ludzkości, która w ogóle ceni stany krańcowe i w nich upatruje symptomat siły („kult namiętności”, naśladowanie form najwyrazistszych, furore espressivo, nie wskutek pełni, lecz braku). (Co w wieku XIX zrodziło się względnie z pełni, z błogostanu: muzyka pogodniejsza itd.; między poetami np. Stifter i Gottfried Keller są oznakami większej siły, wewnętrznego zdrowia niż... Wielka technika i wynalazczość, nauki przyrodnicze, historia (?): względnie wytwory siły, wiary w siebie wieku XIX).
5. Moja walka przeciw przemożnemu zapanowaniu instynktów stadnych, odkąd nauka sprawę swoją uczyniła wspólną z nimi; przeciw nienawiści wewnętrznej, z jaką traktuje się wszelki rodzaj hierarchii i dystansu.
464.
Siła wieku XIX. Jesteśmy bardziej średniowieczni niż wiek XVIII; nie tylko ciekawsi lub wrażliwsi na to, co jest obcego lub rzadkiego. Jesteśmy zrewolucjonizowani przeciw Rewolucji... Wyemancypowaliśmy się ze strachu przed raison, upiorem wieku XVIII: ważymy się znowu być absurdnymi254, dziecinnymi, lirycznymi — jednym słowem: „jesteśmy muzykami”. Zarówno nie obawiamy się śmieszności, jak absurdu. Diabeł znajduje, że tolerowanie Boga jest dla niego z korzyścią: więcej jeszcze; ma w tym interes, jako z dawna zaniepoznany, oczerniony — my to ratujemy honor diabła.
Nie robimy już rozdziału między tym, co jest wielkie i tym, co jest straszliwe. Łączymy rzeczy dobre w ich złożoności z najgorszymi: przezwyciężyliśmy swoje absurdne z niegdyś upragnienia (które życzyły sobie wzrostu dobra bez wzrostu zła). Tchórzostwo przed ideałem Odrodzenia zmalało — ważymy się nawet aspirować do jego obyczajów. Jednocześnie skończyła się nietolerancja względem kapłanów i Kościoła; „niemoralnie jest wierzyć w Boga” — lecz właśnie to służy nam jako najlepsza forma usprawiedliwienia tej wiary.
Wszystkiemu temu przyznaliśmy prawo u siebie. Nie boimy się odwrotnej strony „rzeczy dobrej” (szukamy jej: do tego jesteśmy dość mężni i ciekawi), np. w greczyźnie, w etyce, w rozumie, w dobrym smaku (obliczamy straty, jakie powodują wszystkie takie drogocenności: takie cenności doprowadzają niemal do ubóstwa). Zarówno nie ukrywamy bynajmniej przed sobą strony odwrotnej rzeczy złych...