Chrześcijanizm jest jeszcze możliwy w każdej chwili... Nie jest przywiązany do żadnego z tych bezwstydnych dogmatów, które ustroiły się w jego imię: nie potrzebuje ani nauki o Bogu osobowym, ani nauki o grzechu, ani o nieśmiertelności, ani o zbawieniu, ani o wierze; nie potrzeba mu zgoła żadnej metafizyki, tym mniej ascetyzmu, tym mniej chrześcijańskiego „przyrodoznawstwa”...
Kto by powiedział teraz „nie chcę być żołnierzem”, „nie troszczę się o sądy”, „nie korzystam z usług policji”, „nie chcę czynić nic takiego, co zakłóca spokój we mnie samym: a jeśli mam z tego powodu cierpieć, to nic bardziej nie zachowa mi mego spokoju jak cierpienie...” — ten byłby chrześcijaninem.
Cała nauka chrześcijańska o tym, w co wierzyć się powinno, cała chrześcijańska „prawda” jest nikczemnym kłamstwem i oszukaństwem: i dokładnym przeciwieństwem tego, co dało początek ruchowi chrześcijańskiemu.
To właśnie, co w kościelnym znaczeniu jest chrześcijańskim, to jest od razu antychrześcijańskim: same jeno rzeczy i osoby zamiast symbolów, sama jeno historia zamiast faktów wieczystych, same jeno formuły, obrządki, dogmaty zamiast praktyki życia. Chrześcijańską jest zupełna obojętność na dogmaty, kult, kapłanów, kościół, teologię.
Praktykowanie chrześcijanizmu nie jest żadnym dziwactwem, jak i praktykowanie buddyzmu zgoła nim nie jest: jest ono środkiem do stania się szczęśliwym...
103.
Jezus życie rzeczywiste, życie w prawdzie, przeciwstawił owemu życiu zwykłemu: od niczego nie jest on bardziej dalekim, jak od tej prostackiej niedorzeczności „uwiecznionego Piotra”, wiecznego trwania osobowego. Co on zwalcza, to panoszenie się „osoby”: jakżeż może on chcieć tę właśnie uwieczniać?
On zwalcza również hierarchię w obrębie gminy, nie obiecuje jakiejkolwiek proporcji nagrody stosownie do czynu dokazanego: jakżeż mógł on mieć na myśli karę i nagrodę na tamtym świecie!
104.
Twórca chrześcijanizmu musiał to odpokutować, iż zwrócił się do najniższej warstwy żydowskiego społeczeństwa i inteligencji. Powzięła ona o nim koncepcję w tym duchu, który pojmowała... Jest to prawdziwą hańbą, iż wyfabrykowano jakąś historię zbawienia, jakiegoś Boga osobowego, jakiegoś zbawiciela osobowego, jakąś nieśmiertelność osobową i że z nauki, która odmawia rzeczywistości wszystkiemu, co osobiste i historyczne, pozostawiono i zatrzymano całą lichotę „osoby” i „historii”...