Nie ma nic bardziej zwykłego niż ta walka przeciwko faryzeuszom przy pomocy niedorzecznego i niepraktycznego pozoru moralności, takie tour de force zawsze sprawiało uciechę ludowi. Zarzut „obłudy”! z tych ust! Nie ma nic bardziej zwykłego niż traktowanie przeciwników — jest to najzdradliwszego rodzaju znamię wytworności lub nie...
127.
Głęboka pogarda, z jaką traktowano chrześcijanina w świecie starożytnym, który pozostał wytwornym, pochodzi z tego samego źródła, z jakiego dziś wynika jeszcze instynktowny wstręt do żydów: jest to nienawiść stanów wolnych i pełnych poczucia wartości osobistej względem tych, którzy się przeciskają i nieśmiałe, niezgrabne gesty łączą z niedorzecznym poczuciem godności własnej.
Nowy Testament jest ewangelią zgoła niewytwornego gatunku człowieka; jego uroszczenie do posiadania większej wartości, a nawet do posiadania całej wartości, ma w sobie w rzeczy samej coś oburzającego — i dziś jeszcze.
128.
Chrześcijanizm65 podejmuje tylko walkę, która toczyła się już przeciwko ideałowi klasycznemu, przeciwko religii wytwornej.
W rzeczy samej całe to przekształcenie jest przekładem na potrzeby i poziom umysłowy owoczesnego tłumu religijnego, tego tłumu, który wierzył w Izis, w Mitrę, w Dionizosa, w „wielką matkę”, i który od religii wymagał: 1) nadziei życia pozagrobowego, 2) krwawej fantasmagorii zwierzęcia ofiarnego (misterium), 3) czynu zbawiającego, świętej legendy, 4) ascetyzmu, zaprzeczenia świata, zabobonnego „oczyszczenia”, 5) hierarchii, jakiejś formy utworzenia gminy. Jednym słowem: chrześcijanizm przystosowuje się do istniejącego już, wszędzie wrosłego antypogaństwa, do kultów zwalczanych przez Epikura... dokładniej, do religii niższego tłumu, kobiet, niewolników, warstw niewytwornych.
Mamy zatem jako nieporozumienie:
1) nieśmiertelność osoby;
2) rzekomy świat inny;