3) niedorzeczność pojęcia kary i pojęcia pojednania się w centrum interpretacji bytu;

4) odbóstwienie człowieka zamiast ubóstwienia go, otwarcie najgłębszej przepaści, którą przebyć można tylko za pomocą cudu, za pomocą prostracji najgłębszej samopogardy;

5) cały świat zepsutej wyobraźni i chorobliwego afektu zamiast pełnej miłości, prostodusznej praktyki i zamiast możliwego do osiągnięcia na ziemi szczęścia buddystycznego66;

6) kościelny ustrój z kapłanami, teologią, kultem, sakramentem: jednym słowem wszystko to, co Jezus z Nazaretu zwalczał;

7) cud wszędzie i we wszystkim; zabobon: podczas gdy cechą znamienną judaizmu i najstarszego chrześcijanizmu jest właśnie jego odraza do cudu, jego względny racjonalizm.

129.

Chrześcijanizm67: naiwny zapęd do jakiegoś buddystycznego ruchu pokojowego spośród właściwego ogniska ressentiment68... ale przez Pawła przekręcony na jakąś pogańską naukę o misteriach, która w końcu uczy się być w zgodzie z całym ustrojem państwowym... i wojny toczy, skazuje, torturuje, przysięga, nienawidzi.

Paweł bierze za punkt wyjścia potrzebę misteriów, jaką ma tłum religijnie pobudzony: szuka on ofiary, krwawej fantasmagorii, która wytrzymuje walkę z obrazami kultów tajnych: Bóg na krzyżu, picie krwi, unio mystica z „ofiarą”.

Stara się on istnienie wciąż trwające (błogie, pojednane, wciąż trwające istnienie duszy jednostkowej) wprowadzić, jako zmartwychwstanie, w związek przyczynowy z ową ofiarą (według typu Dionizosa, Mitry, Ozyrysa).

Potrzeba mu wysunąć na plan pierwszy pojęcia winy i grzechu, potrzeba mu nie jakiejś nowej praktyki (jak to Jezus sam ją pokazywał i nauczał), lecz jakiegoś nowego kultu, nowej wiary, wiary w cudowne jakoby przemienienie („zbawienie” przez wiarę).