Dwa wielkie ruchy nihilistyczne: a) buddyzm, b) chrześcijanizm. Ten ostatni teraz dopiero osiągnął w przybliżeniu te stany kultury, przy których może spełnić swoje przeznaczenie pierwotne — poziom, do którego należy — na którym może pokazać się czysty...

Nasza wyższość: żyjemy w epoce porównywania, możemy sprawdzać, jak jeszcze nigdy nie sprawdzano: jesteśmy samowiedzą historii w ogóle... Rozkoszujemy się inaczej, cierpimy inaczej: porównywanie niesłychanej wielorakości jest naszą najinstynktowniejszą czynnością... Rozumiemy wszystko, przeżywamy wszystko, nie mamy już żadnego wrogiego uczucia w sobie... Czy my sami źleśmy przy tym wyszli, nasza uprzedzająca i prawie pełna miłości ciekawość rzuca się, nie zważając na nic, na rzeczy najniebezpieczniejsze...

„Wszystko jest dobre” — z trudnością przychodzi nam zaprzeczać; cierpimy, jeśli stajemy się czasem tak nieinteligentnymi. Stawać przeciwko czemuś... W istocie my uczeni najlepiej wypełniamy dzisiaj naukę Chrystusa.

135.

Christianismi et Buddhismi essentia. Wspólne: walka przeciwko uczuciom wrogim — uznanie tych uczuć za źródło zła. „Szczęście”: tylko jako wewnętrzne — obojętność na pozory i przepych szczęścia.

Buddyzm: chęć oderwania się od życia, filozoficzna jasność: wynikłe z wysokiego stopnia duchowości, spośród warstw wyższych.

Chrześcijańskość: chce w istocie tego samego (już „kościół żydowski” jest objawem dekadentyzmu życia) — ale, zgodnie z głęboką niekulturalnością nie ma świadomości tego, czego chce; trzyma się uporczywie „zbawienia” jako celu...

Najsilniejszych instynktów życia nie odczuwa się już jako rozkosznych, lecz raczej jako przyczyny cierpienia:

dla buddysty: o ile te instynkty są bodźcem do działania (a działanie uchodzi za przykrość...);

dla chrześcijanina: o ile dają one powód do wrogości i sprzeciwiania się (a być wrogiem, sprawiać ból uważane jest za przykrość, za zakłócenie „spokoju duszy”).