2) Czy da się on zrealizować? — Tak, ale uwarunkowany przez klimat, podobnie jak ideał indyjski. W obu brak pracy. Odrywa on jednostkę od narodu, państwa, wspólności kultury, podlegania sądownictwu, odrzuca on kształcenie, wiedzę, wychowanie zmierzające do przyswojenia dobrych manier, zarobkowanie, handel... odrywa on wszystko, co stanowi pożytek i wartość człowieka — odłącza go przez jakąś idiosynkrazję74 uczucia. Jest on niepolityczny i antynarodowy, ani zaczepny, ani obronny — możliwy tylko w obrębie najtrwalej uporządkowanego życia państwowego i społecznego, które tym świętym pasożytom pozwala krzewić się kosztem ogółu...

3) Pozostaje on konsekwencją woli, pragnącej rozkoszy — i niczego więcej! „Zbawienie” uważane jest za coś, co samo się udowadnia, co nie potrzebuje już żadnego usprawiedliwienia — wszystko pozostałe (sposób życia i nieprzeszkadzanie innym do życia) jest tylko środkiem do celu...

Ale to jest nisko pomyślane: obawa bólu, skalania się, zepsucia nawet, jako motyw wystarczający, by wszystkiego poniechać... To jest ubogi sposób myślenia, znamię rasy wyczerpanej. („Bądźcie jako dzieci”. Natura pokrewna: Franciszek z Asyżu, neurotyk, epileptyk, wizjoner jak Jezus.)

144.

Zobaczmy, jak „prawdziwy chrześcijanin” poczyna sobie z tym wszystkim, czego mu jego instynkt odradza. Zbrukanie i posądzanie tego, co piękne, lśniące, bogate, dumne, pewne siebie, poznające, potężne — in summa75 całej kultury: zamiarem jego jest pozbawić ją czystego sumienia...

145.

Chrześcijanizm jest możliwy jako najprywatniejsza forma istnienia; w założeniu wymaga małej, odosobnionej, zupełnie niepolitycznej społeczności — tajemna schadzka to właściwe miejsce dla niego. Natomiast „państwo chrześcijańskie”, „chrześcijańska polityka” jest bezwstydem, kłamstwem, takim, jak na przykład chrześcijańskie dowództwo armią, które w końcu „Pana zastępów” traktuje jako szefa sztabu jeneralnego. Papiestwo także nigdy nie było w stanie prowadzić polityki chrześcijańskiej; a jeśli reformatorowie uprawiają politykę, jak Luter, to wiadomo, iż są oni takimi samymi zwolennikami Machiavella, jak jacykolwiek immoraliści lub tyrani.

146.

Wiara” czy „uczynki”? Ale że z „uczynkami”, że z nawyknieniem do pewnych uczynków łączy się wytworzona przez nie pewna ocena wartości, a w końcu i sposób myślenia, jest to tak naturalne, jak nienaturalnym jest, iżby „uczynki” wynikały z samej tylko oceny wartości. Trzeba się ćwiczyć nie w wzmacnianiu uczuć wartości, lecz w czynieniu; trzeba wpierw coś móc... Chrześcijański dyletantyzm Lutra. Wiara jest oślim mostem. Tło stanowi głębokie przekonanie Lutra i jemu podobnych o ich niezdolności do uczynków chrześcijańskich, fakt osobisty, ukryty pod zasłoną krańcowej nieufności do tego, czy w ogóle wszelki czyn nie jest aby grzechem i diabelskiego pochodzenia: tak iż wartość egzystencji przypada na poszczególne stany bezczynności, posiadające wysokie napięcie (modlitwa, efuzja76 itd.). Ostatecznie miałby on słuszność: instynkty, które wyrażają się w całej działalności reformatorów, są to instynkty najbrutalniejsze, jakie istnieją. Tylko przy zupełnym odwróceniu się od siebie i pogrążeniu się w przeciwieństwie, tylko jako iluzja („wiara”) istnienie było dla nich możliwym do wytrzymania.

147.