(Krytyka: wszelkie doskonałe działanie jest właśnie nieświadomym i już nie jest przedmiotem woli; świadomość jest wyrazem niedoskonałego i często chorobliwego stanu osoby. Doskonałość osobista jako uwarunkowana przez wolę, jako samowiedza, jako rozum z dialektyką, jest karykaturą, jest pewnego rodzaju sprzecznością... Ten stopień samowiedzy czyni przecież doskonałość niemożliwą... jest to forma aktorstwa).

Stopniowe zawładnięcie swoimi podniosłymi i dumnymi stanami, zawładnięcie swoimi postępkami i uczynkami. Ongi mniemano, iż się czci siebie, gdy odpowiedzialnym za najwyższe rzeczy, które się czyni, uważano nie siebie, lecz Boga. Niewolność woli uchodziła za to, co postępkowi nadawało wartość wyższą: wówczas robiono Boga sprawcą postępku...

Zjawia się ruch przeciwny: ruch filozofów moralności, wciąż jeszcze ulegający temu samemu przesądowi, iż odpowiedzialnym jest się tylko za to, czego się chciało. Wartość człowieka została ustanowiona jako wartość moralna: a więc moralność jego musi być causa prima91, a więc w człowieku musi być jakiś pierwiastek, „wolna wola” jako causa prima. W tym tkwi zawsze ta myśl ukryta: jeżeli człowiek nie jest causa prima jako wola, to nie jest odpowiedzialny — a więc nie należy wcale przed forum moralne — cnota lub występek byłyby wtedy automatyczne i machinalne...

In summa92: aby człowiek mógł mieć szacunek dla siebie samego, musi on być zdolen93 stać się także i złym.

170.

Mielibyśmy wątpliwości względem człowieka, o którym byśmy słyszeli, że potrzeba mu powodów do tego, by pozostać przyzwoitym: to pewna, że byśmy unikali obcowania z nim. Słówko „gdyż” kompromituje w pewnych wypadkach; czasem człowiek nawet zbija siebie przez jedno jedyne „gdyż”. Jeśli słyszymy w dalszym ciągu, że takiemu aspirantowi cnoty potrzeba lichych powodów do pozostania szanownym, to nie jest to jeszcze żaden powód do zwiększenia naszego szacunku dla niego. Ale on idzie dalej, przychodzi do nas i powiada nam w oczy: „Waszmość zakłócasz moją moralność przez swoją niewiarę, mój panie niewierzący; dopóki nie wierzysz w moje liche powody, chcę powiedzieć w Boga, w karę w życiu pośmiertnym, w wolność woli, stajesz na przeszkodzie mojej cnocie... Morał: trzeba usunąć niewierzących: stoją oni na przeszkodzie zmoralizowaniu mas”.

Dziś kiedy wszelkie „takim a takim powinien być człowiek” wywołuje lekką ironię, dziś, kiedy stanowczo obstajemy przy tym, iż mimo wszystko każdy tym tylko się staje, czym jest (mimo wszystko: to znaczy mimo wychowanie, nauczanie, środowisko, przypadki i złe wypadki), dziś nauczyliśmy się w rzeczach moralności w osobliwszy sposób odwracać stosunek przyczyny i następstwa — nic nie odróżnia nas może bardziej zasadniczo od starych wyznawców moralności, jak to właśnie. Nie mówimy już np.: „występek jest przyczyną tego, że człowiek także i fizjologicznie niszczeje”; nie mówimy również: „przez cnotę człowiekowi się darzy, przynosi ona długie życie i szczęście”. Nasze przekonanie jest raczej, iż występek i cnota nie są wcale przyczynami, lecz tylko następstwami. Będzie się człowiekiem przyzwoitym, ponieważ jest się człowiekiem przyzwoitym: tzn. ponieważ urodziło się kapitalistą dobrych instynktów i pomyślnych stosunków... Jeżeli przychodzi się na świat biednym, z rodziców, którzy we wszystkim byli jeno rozrzutni i nic nie zebrali, to jest się „niepoprawnym”, chcę powiedzieć, dojrzałym do domu poprawy i domu obłąkanych... My nie umiemy dzisiaj pomyśleć sobie degenerescencji moralnej oddzielenie od degenerescencji fizjologicznej: jest ona li tylko kompleksem symptomatów tej drugiej; jest się z konieczności lichym, tak jak z konieczności jest się chorym... Lichy: to słowo wyraża tutaj pewne nieudolności, fizjologicznie związane z typem degenerescencji: np. słabość woli, niepewność, a nawet wielość „osoby”, niemożność powstrzymania się od reagowania na jakąkolwiek podnietę i „zapanowania” nad sobą, niewolę wobec wszelkiej sugestii ze strony woli cudzej. Występek nie jest żadną przyczyną, występek jest następstwem... Występek jest dość dowolnym odgraniczeniem pojęciowym w celu ujęcia razem pewnych następstw zwyrodnienia fizjologicznego. Zdanie ogólne, jak je głosił chrześcijanizm: „człowiek jest zły”, byłoby uprawnione, gdyby się miało prawo uważać typ człowieka zdegenerowanego za typ normalny. Ale może to przesada. Zapewne że to zdanie jest słuszne wszędzie, gdzie właśnie chrześcijanizm kwitnie i gdzie on jest górą: albowiem dowodzi to obecności gruntu chorobliwego, podłoża dla degenerescencji.

171.

Krytyka subiektywnych uczuć wartości. Sumienie. Niegdyś wnioskowano: sumienie odrzuca ten postępek; a więc ten postępek jest godny potępienia. W rzeczy samej sumienie odrzuca pewien postępek, ponieważ już od dawna jest on potępiony. Sumienie wtóruje tylko: nie stwarza ono żadnych wartości. To, co ongi skłaniało do odrzucenia pewnych postępków, to było nie sumienie, lecz przeświadczenie (lub przesąd) co do ich następstw... Przytakiwanie sumienia, miłe uczucie „zgody z sobą” stoi na tym samym poziomie, co upodobanie artysty w swym dziele — nie dowodzi ono niczego... Zadowolenie z siebie nie jest miarą wartości tego, do czego się ściąga, tak samo, jak brak jego nie jest argumentem przeciwko wartości jakiejś rzeczy. Wiemy zbyt mało, byśmy mogli mierzyć wartość swych postępków: brak nam do tego możności zajmowania stanowiska obiektywnego: kiedy odrzucamy jakiś postępek, jesteśmy także nie sędziami, jeno stronnikami... Szlachetne wzruszenia, jako towarzysze postępków, nie dowodzą bynajmniej ich wartości: artysta może z najwyższym patosem stanu wewnętrznego wydać na świat nędzotę. Winno by się raczej powiedzieć, że te wzruszenia są zwodnicze: nęcąc, odciągają nasz wzrok i naszą siłę od krytyki, od ostrożności, od podejrzenia, że jakieś głupstwo robimy... robią nas głupimi.

172.