Że ludzkość ma rozwiązać pewne zadanie zbiorowe, że jako całość zmierza ona do jakiegoś celu, to bardzo niejasne i dowolne wyobrażenie jest jeszcze bardzo młode. Może ludzkość pozbędzie się go znowu, zanim stanie się ono idée fixe... Nie jest ona żadną całością, ta ludzkość: jest ona nierozerwalną wielością wznoszących się i opadających procesów życiowych — nie ma ona młodości, następnie dojrzałości, a w końcu starości; warstwy, z których się składa, leżą jedna przy drugiej i jedna ponad drugą — i za kilka tysiącoleci mogą istnieć zawsze jeszcze młodsze typy człowieka, niż my je dzisiaj wykazać możemy. Z drugiej strony, décadence należy do wszystkich epok ludzkości: wszędzie istnieją odpadki i materie będące wynikiem rozkładu; jest to właśnie procesem życiowym, to wydzielanie tworów upadku i odpadków.

Pod przemocą chrześcijańskiego przesądu nie było wcale tego pytania: sens leżał w uratowaniu duszy jednostki; krótsze lub dłuższe trwanie ludzkości nie miało żadnego znaczenia. Najlepsi chrześcijanie życzyli sobie, żeby jak najprędzej skończyło się to wszystko; czego zaś jednostce potrzeba, co do tego nie było żadnej wątpliwości... Dla każdej jednostki teraz zadanie przedstawiało się tak, jak i kiedykolwiek w przyszłości dla kogokolwiek: wartość, sens, zakres wartości były stałe, bezwarunkowe, wieczyste, utożsamiały się z Bogiem... To, co odstępowało od tego typu wieczystego, było grzeszne, szatańskie, skazane...

Ciężar wartości leżał dla każdej duszy w niej samej: zbawienie albo potępienie! Zbawienie duszy wieczystej! Najbardziej krańcowa forma uosobienia się... Dla każdej duszy istniało tylko jedno udoskonalenie się; tylko jeden ideał; tylko jedna droga do zbawienia... Najbardziej krańcowa forma równouprawnienia, nawiązana do optycznego powiększenia wagi własnej, aż do niedorzeczności... Same niedorzecznie ważne dusze, obracające się wokół siebie z przeraźliwą trwogą...

Obecnie nikt już nie wierzy w to niedorzeczne robienie z siebie ważnej osoby: i mądrość naszą przecedziliśmy przez sito pogardy. Mimo to optyczne przyzwyczajenie szukania wartości człowieka w jego zbliżeniu się do człowieka idealnego pozostaje niewzruszone: w istocie utrzymaną jest nadal zarówno perspektywa uosobienia się, jak i równouprawnienie wobec ideału. In summa94: panuje mniemanie, iż się wie, co jest ostatecznym pragnieniem wobec ideału człowieka...

Ale ta wiara jest tylko następstwem potwornego rozpieszczenia przez ideał chrześcijański: jako taki wyciąga go się znowu natychmiast przy każdym ostrożnym badaniu „typu idealnego”. Mniema się, po pierwsze, iż się wie, że zbliżenie do jednego typu jest pożądanym; po drugie, iż się wie, jakiego rodzaju jest ten typ; po trzecie, iż się wie, że wszelkie odstępstwo od tego typu jest cofaniem się, hamowaniem, stratą siły i mocy człowieka... Marzyć ostanie rzeczy, w którym ten człowiek doskonały ma za sobą olbrzymią większość liczebną: wyżej nie zaszli w swych marzeniach także i nasi socjaliści, a nawet i panowie utylitaryści. Przez to rozwój ludzkości zdaje się otrzymywać cel: w każdym razie wiara w postęp w kierunku ideału jest jedyną formą, w jakiej dzisiaj myśli się o jakimś celu w dziejach ludzkości. In summa95: przyjście „Królestwa Bożego” przeniesiono w przyszłość, na ziemię, w rzeczy ludzkie — ale w istocie zatrzymano niewzruszoną wiarę w stary ideał...

173.

Człowiek jest to mały egzaltowany gatunek zwierzęcia, który — na szczęście — ma swój kres; życie na ziemi to w ogóle jeno chwila, epizod, wyjątek bez następstwa, coś, co w ogólnym charakterze ziemi pozostaje bez znaczenia; ziemia sama, jak każda gwiazda, to hiatus między dwiema nicościami, zdarzenie bez planu, bez rozumu, bez woli i samowiedzy, najgorszy rodzaj konieczności, głupia konieczność... Przeciwko takiemu patrzeniu na rzeczy burzy się coś w nas; wąż próżności kusi: to wszystko musi być fałszem: ponieważ oburza... Czyżby nie mogło to wszystko być pozorem? a człowiek mimo to wszystko, mówiąc słowami Kanta — —

174.

Niezbędność wartości fałszywych. Sąd można zbić, wykazując jego warunkowość: przez to jednak nie usuwa się konieczności posiadania go. Wartości fałszywych nie można wykorzenić przez dowody: tak samo, jak krzywej optyki w oku chorego. Trzeba zrozumieć konieczność ich obecności: są one następstwem przyczyn, które z dowodami nie mają nic do czynienia.

175.