214.
Książki europejskie. Czytając Montaigne’a136, La Rochefoucauld’a137, Labruyère’a138, Fontenelle’a139 (szczególniej Dialogues des morts) Vauvenargues’a140, Chamforta141, jesteśmy bliżsi starożytności, niż podczas czytania jakiejkolwiek innej grupy sześciu autorów innych narodów. Dzięki tym sześciu duch ostatnich stuleci dawnej ery powstał znowu — wszyscy razem tworzą ważne ogniwo w wielkim dotychczas rozwijającym się łańcuchu Odrodzenia. Książki ich wznoszą się ponad zmienność gustu narodowego i zabarwień filozoficznych, którymi zwykle mieni się obecnie i mienić musi każda książka, żeby się stać dawną: zawierają więcej myśli prawdziwych niż wszystkie książki filozofów niemieckich razem wzięte: myśli tego rodzaju, które płodzą myśli i które — jestem w kłopocie, żeby określenie doprowadzić do końca: dość, iż zdają mi się autorami, którzy nie pisali ani dla dzieci, ani dla marzycieli, ani dla dziewic, ani dla chrześcijan, ani dla Niemców, ani dla — znowu jestem w kłopocie z zakończeniem swej listy. Lecz żeby wypowiedzieć pochwałę zrozumiałą: napisane po grecku, dzieła ich byłyby rozumiane także przez Greków. Natomiast, ile by sam Plato zrozumiał z pism naszych najlepszych myślicieli niemieckich, na przykład z Goethego lub Schopenhauera, w ogóle mógł zrozumieć, nie mówiąc już o niechęci, jaką by w nim wywołał ich sposób pisania, mianowicie ciemność, przesada i znowu kiedy indziej suchość — błędy, na które wymienieni cierpią jeszcze najmniej ze wszystkich myślicieli niemieckich, a mimo to jeszcze nadto wiele (Goethe, jako myśliciel, więcej niż to słuszne lubił bujać w obłokach, i Schopenhauer niebezkarnie obracał się niemal ustawicznie między symbolami rzeczy, zamiast między samymi rzeczami). — Natomiast jaka jasność i pełna wdzięku określoność u owych Francuzów! Sztukę tę musieliby aprobować nawet obdarzeni najsubtelniejszym uchem Grecy i jedno by nawet podziwiali i uwielbiali, francuski dowcip wyrażenia: lubowali się oni w tego rodzaju rzeczach nadzwyczajnie, choć sami nie byli w nich szczególniej silni.
215.
Moda i nowoczesność. — Wszędzie, gdzie panuje jeszcze nieuctwo, nieochędóstwo142, przesąd, gdzie handel ospały, rolnictwo nędzne, duchowieństwo potężne, tam znajdujemy także stroje narodowe. Moda panuje natomiast tam, gdzie znajdujemy oznaki przeciwne. Modę więc znaleźć można obok cnót Europy dzisiejszej: miałażby rzeczywiście być ich stroną ciemną? — Przede wszystkim odzież męska, modna, która już przestała być narodową, wypowiada o tym, kto ją nosi, że Europejczyk ani jako jednostka, ani jako członek stanu lub narodu nie chce się rzucać w oczy, że rozmyślne przyćmienie tego rodzaju próżności uczynił dla siebie prawem; następnie, że jest pracowity i że nie ma wiele czasu do ubierania się i strojenia, a także że wszelką kosztowność i obfitość materiału i kroju znajduje w przeciwieństwie ze swoją pracą; w końcu, że odzieżą swoją wskazuje na uczeńsze i bardziej duchowe zawody, które są dlań jako dla człowieka europejskiego najbliższe lub które chciałby mieć za najbliższe: podczas kiedy przez istniejące jeszcze stroje narodowe przegląda rozbójnik, pasterz lub żołnierz, jako najpożądańsze i nadające ton stanowisko życiowe. W tym ogólnym charakterze mody męskiej istnieją owe drobne wahania, które wywołuje próżność młodzieży, frantów i nicponiów miast wielkich, więc tych, co jako ludzie europejscy są niedojrzali. — Kobiety europejskie są nimi jeszcze o wiele mniej, wskutek czego wahania u nich są o wiele większe: i one nie chcą strojów narodowych i nie cierpią, jeśli po ubraniu poznaje się, że są Niemkami, Francuzkami lub Rosjankami, lecz jako jednostki bardzo chętnie rade by zwracać na się uwagę: również już przez samo ubranie nikt nie powinien pozostawać w wątpliwości, że należą do szanownej klasy społeczeństwa (do „dobrego” lub „wysokiego”, lub „wielkiego” świata) i pragną w tym kierunku tym bardziej się posunąć, że nie należą lub zaledwie należą do owej klasy. Przede wszystkim kobieta młoda nie chce nosić nic, co nosi cokolwiek starsza od niej, ponieważ sądzi, że przez podejrzenie, iż jest starsza, spadnie w cenie: starsze znowu chciałyby tak długo zwodzić strojem bardziej młodzieńczym, jak się tylko da — z tego współzawodnictwa muszą zawsze wypływać mody, w których właściwa młodzieńczość musi być widoczna w sposób niedwuznaczny i niedający się naśladować. Jeśli zmysł wynalazczy młodych artystek zajmował się przez pewien czas takim obnażaniem młodości, lub żeby całą prawdę powiedzieć — jeśli znowu wciągnęło się do rady zmysł wynalazczy dawniejszych cywilizacji dworskich, jak również dotychczas istniejących narodowości, i w ogóle cały kostiumowy glob ziemski i złączono na przykład Hiszpanów, Turków i Greków starożytnych do inscenizowania pięknego ciała: to zawsze odkrywa się ostatecznie, że nie najlepiej rozumiano się na własnej korzyści, że dla wywierania wrażenia na mężczyzn gra w chowanego z pięknym ciałem jest szczęśliwsza od nagiej lub na pół nagiej lojalności. I oto teraz koło smaku i próżności obraca się znowu w kierunku przeciwnym: cokolwiek starsze niewiasty spostrzegają, że powróciło ich panowanie, i współzawodnictwo najmilszych i najniedorzeczniejszych istot zaczyna się znowu w najlepsze. Lecz im bardziej kobiety rozwijają się wewnętrznie i przestają między sobą, jak to było dotychczas, przyznawać pierwszeństwo wiekowi niedojrzałemu, tym nieznaczniejsze bywają te wahania w strojach, tym prostsze ich upiększenia: o tym jednak, jeśli się chce być sprawiedliwym, nie należy wydawać sądu według wzorów antycznych, a więc nie według stopnia odziewania się mieszkanek wybrzeży mórz południowych, lecz z uwzględnieniem warunków klimatycznych środkowych i północnych okolic Europy, tych mianowicie, w których obecnie posiada swą najulubieńszą ojczyznę geniusz Europy, wytwarzający ducha i formy. — Na ogół więc charakterystyczną cechą mody i nowoczesności nie jest zmienność, gdyż właśnie zmiana jest czymś wstecznym i cechuje jeszcze niedojrzałych Europejczyków płci męskiej i żeńskiej: lecz odrzucenie próżności narodowej, klasowej i indywidualnej. Z tego punktu widzenia godna pochwały, ponieważ oszczędza to siły i czas, jeśli pewne miasta i kraje europejskie myślą i wynajdują w sprawach odzieży za wszystkie pozostałe, z tego względu, że zazwyczaj nie każdy bywa obdarzony zmysłem form i że zaprawdę nie jest to zbyt górna ambicja, jeśli na przykład Paryż, dopóki te wahania jeszcze istnieją, przywłaszcza sobie prawo, iż w tym państwie jest jedynym wynalazcą i innowatorem. Jeśli Niemiec z nienawiści do tych pretensji miasta francuskiego chce inaczej się odziewać, na przykład jak się nosił Albrecht Dürer, to niech zechce zważyć, że wprawdzie posiada kostium, który nosili niegdyś Niemcy, lecz że go bynajmniej Niemcy nie wynaleźli — nie było nigdy stroju, który by odróżniał Niemców jako Niemców. Zresztą niech się też przyjrzy, jak wygląda w tym stroju i czy na przykład głowa zupełnie nowoczesna ze wszystkimi swymi liniami i bruzdami, które wyrył na niej wiek dziewiętnasty, nie założyłaby protestu przeciw odzieży Dürerowskiej. — Tutaj, gdzie pojęcie „nowoczesny” i „europejski” niemal są równoznaczne, przez Europę rozumie się o wiele więcej krajów, niż obejmuje Europa geograficzna, mały półwysep Azji: szczególniej należy tutaj Ameryka, o ile właśnie jest córką naszej cywilizacji. Z drugiej strony nie cała Europa podpada pod pojęcie cywilizacyjne „Europa”; lecz tylko te narody i części narodów, których wspólna przeszłość tkwi w cywilizacji greckiej, rzymskiej, żydowskiej i chrześcijańskiej.
216.
„Cnota niemiecka”. — Nie da się zaprzeczyć, iż od końca ubiegłego stulecia przez Europę przepływał prąd przebudzenia moralnego. Wtedy dopiero cnota znowu stała się wymowna; nauczyła się wynajdywać swobodne gesty wzniosłości i wzruszenia, przestała się wstydzić samej siebie i wymyśliła systematy filozoficzne, tudzież poezje ku własnej gloryfikacji. Jeśli się szuka źródeł tego prądu: odnajduje się z jednej strony Rousseau, ale Rousseau mitycznego, którego wymyślono sobie według wrażenia pism jego — i według wskazówek, których on sam udzielił (— i on, i jego publiczność pracowali ustawicznie nad tą postacią idealną). Inne źródło kryje się w zmartwychwstaniu wielkiego stoickiego latynizmu, przez który Francuzi w sposób najgodniejszy kontynuowali zadanie Odrodzenia — od naśladowania z najwspanialszym powodzeniem form antycznych przeszli do naśladowania charakterów: tak iż na zawsze zdobyli sobie prawo do najwyższych oznak czci, jako naród, który dotychczas ludzkości nowoczesnej dał najlepsze książki i najlepszych ludzi. Jak te dwa wzory, wzór Rousseau mitycznego i owego zbudzonego ducha latynizmu, działał na słabszych sąsiadów, widzimy szczególniej na Niemczech: które wskutek swego nowego i całkiem niezwykłego porywu ku powadze i wielkości chcenia i panowania nad sobą, w końcu wpadły w podziw dla swojej własnej nowej cnoty i rzuciły w świat pojęcie „cnoty niemieckiej”, jak gdyby nie mogło istnieć nic bardziej pierwotnego, bardziej samoistnego od tego pojęcia. Pierwsi wielcy mężowie, którzy ową francuską inicjatywę wielkości i świadomości chcenia moralnego na siebie przejęli, byli uczciwsi i nie zapominali o wdzięczności. Moralizm Kanta, skąd pochodzi? Bezustannie daje on do zrozumienia: od Rousseau i ze wskrzeszonego Rzymu stoickiego. Moralizm Schillera: to samo źródło, to samo wysławianie źródła. Moralizm Beethovena w dźwiękach: jest wieczną pieśnią pochwalną na cześć Rousseau, Francuzów starożytnych i Schillera. Dopiero „młodzian niemiecki” zapomniał o wdzięczności, w tym czasie bowiem skłoniono ucho ku głoszonej nienawiści dla Francuzów: ten młodzian niemiecki, który przez pewien czas z większą świadomością, niż to się uważa za dozwolone innym młodzieńcom, występował na plan pierwszy. Jeśli by poszukał swego ojcostwa, słusznie mógłby pomyśleć o bliskich sobie Schillerze143, Fichtem144 i Schleiermacherze145: ale dziadów swoich szukać by musiał w Paryżu, w Genewie, i było to z jego strony krótkowzrocznością, jeśli przypuszczał to, co przypuszczał: iż cnota nie jest starsza nad lat trzydzieści. Wówczas przyzwyczajono się do wymagania, żeby przy wyrazie „niemiecki” rozumieć zarazem jako dodatek wyraz cnota: i do dnia dzisiejszego nie oduczono się tego jeszcze zupełnie. W nawiasie zauważmy, że tak zwane rozbudzenie moralne, jak niemal odgadnąć można, dla poznania zjawisk moralnych przyniosło tylko szkody i ruch wsteczny ze sobą. Czym jest cała niemiecka filozofia moralna, poczynając od Kanta, ze wszystkimi swymi francuskimi, angielskimi i włoskimi rozgałęzieniami i towarzyszkami? Na pół teologicznym zamachem na Helvetiusa, porzuceniem długo i mozolnie zdobywanej wolności perspektywy lub wskazań drogi właściwej, które on ostatecznie wypowiedział dobrze i zebrał. Do dnia dzisiejszego w Niemczech Helvetius jest najbardziej oplwanym ze wszystkich dobrych moralistów i dobrych ludzi.