281.

Niebezpieczeństwo królów. — Bez uciekania się do środków gwałtownych, samym tylko stałym prawnym naciskiem, demokracja może uczynić pustą królewskość i cesarskość: póki nie zostanie z nich zero, może, jeśli się chce, posiadające znaczenie każdego zera, że samo przez się nie znaczy nic, lecz umieszczone z prawej strony dziesięć razy powiększa działanie liczby. Cesarskość i królewskość pozostałyby wspaniałą ozdobą na prostej i praktycznej odzieży demokracji, pięknym zbytkiem, na który ta pozwolić sobie może, resztką z historycznych, czcigodnych pradziadowskich sprzętów, ba, symbolem samej historii — i w tym wyłącznie znaczeniu czymś niezmiernie skutecznym, jeśli by, jak się rzekło, ta królewskość nie stała sama dla siebie, lecz była we właściwym miejscu ustawiona. — Ażeby zapobiec temu niebezpieczeństwu, zębami trzymają się obecnie królowie swej godności wodzów wojennych: do tego potrzebne są im wojny, to znaczy stany wyjątkowe, podczas których pauzuje ów powolny, prawny nacisk władz demokratycznych.


282.

Nauczyciel złem koniecznym. — Jak najmniej osób pośredniczących między duchami produkcyjnymi i duchami łaknącymi i otrzymującymi! Albowiem pośrednicy fałszują niemal mimowolnie pokarm, przy którym pośredniczą: następnie, jako wynagrodzenie za swe pośrednictwo, żądają za wiele dla siebie, co się więc odejmuje duchom oryginalnym i produkcyjnym: mianowicie zainteresowania, podziwu, czasu, pieniędzy i rzeczy innych. — Tedy: zapatrujmy się zawsze na nauczyciela, jako na zło konieczne, zupełnie jak na kupca: jako na zło, które należy uczynić jak najmniejszym! — Jeśli główna przyczyna złych obecnie stosunków w Niemczech polega być może na tym, iż nazbyt wiele ludzi żyje i chce żyć dobrze z handlu (a więc wytwórcy chce ceny jak najbardziej obciąć, a spożywcy jak najbardziej podwyższyć, ażeby z największej szkody obydwu korzyść dla siebie wyciągnąć): tedy z pewnością główną przyczynę niedomagań duchowych należy widzieć w nadzwyczajnej obfitości nauczycieli: z ich to powodu tak mało i tak źle się uczą.


283.

Podatek szacunku. — Temu, kogo znamy i szanujemy, bądź to lekarzowi, bądź artyście, bądź rzemieślnikowi za to, co dla nas czynią lub czego nam dostarczają, chętnie płacimy tak wiele, jak tylko możemy, często nawet ponad swą możność, natomiast nieznajomemu płacimy tak mało, jak tylko można. Tutaj istnieje walka, w której każdy i sam walczy, i z którym walczą o każdą piędź ziemi. W pracy znajomego dla nas jest coś nieopłaconego, to, co zostało włożone w pracę ze względu na nas — uczucie i wynalazczość: sądzimy, iż inaczej nie możemy wyrazić uczucia, które z tego powodu odczuwamy, jak za pomocą pewnego poświęcenia z naszej strony. — Największym podatkiem jest podatek szacunku. Im bardziej panuje konkurencja, kupuje się od nieznajomych, dla nieznajomych pracuje, tym niższym się staje ten podatek; podczas kiedy on jest właśnie miernikiem wysokości obcowania duchowego między ludźmi.