Groźne oko. — Artystów, poetów i pisarzy nic więcej nie trwoży od owego oka, co widzi ich drobne oszustwa, co na domiar spostrzega, jak często stawali na pograniczu, skąd rozchodzą się drogi bądź to ku niewinnemu lubowaniu się sobą, bądź też ku efekciarstwu; co poczytuje im za winę, gdy przyoblekają małość w delię wielkości, gdy chcą zdobić i wyszczytniać, wyszczytnionymi jednakże nie będąc; co poprzez mamiące osłonki ich sztuki widzi myśl w tej formie, w jakiej rozbłysła im po raz pierwszy, czy to jako olśniewająca zjawa świetlana, czy też jako prosta kradzież, jako myśl pozioma, którą musieli wałkować, okrawać, krasić, zawijać, przyprawiać, by coś z niej uczynić, zamiast by oni sami stali się czymś pod wpływem myśli — och, to oko, co dostrzega w dziele waszym wszystek wasz niepokój, waszą chuć i małoduszność, wasze naśladownictwo i współzawodnictwo (jest to jeno zawistne naśladownictwo), co zna równie dobrze wasz rumieniec wstydu, jak i umiejętność waszą ukrywania tego rumieńca i przeinaczenia go przed sobą!
224.
„Budowanie się” cudzą niedolą. — Komuś przydarzyło się nieszczęście i oto schodzą się „litościwi” i roztaczają przed nim obraz jego niedoli — w końcu oddalają się zadowoleni i zbudowani na duchu: napaśli się przerażeniem nieszczęśliwego tudzież swym własnym przerażeniem i spędzili dobrze popołudnie.
225.
Sposób, by rychło stać się przedmiotem pogardy. — Człowiek, który szybko i wiele mówi, stacza się nader nisko w oczach naszych, po najkrótszej znajomości i wtedy nawet, gdy rozsądnie mówi — poczynamy go lekceważyć nie tylko w tym stopniu, w jakim nam się naprzykrzył, lecz nawet o wiele więcej. Domyślamy się bowiem, ilu to ludziom już się naprzykrzyć musiał i do niesmaku, jaki nam sprawia, doliczamy jeszcze nieposzanowanie, jakie snadź159 na siebie ściągnął.
226.
O obcowaniu ze znakomitościami. — A: Powiedz mi, dlaczego unikasz tego wielkiego człowieka? — B: Nie chciałbym go niedoceniać I Nasze wady nie znoszą się zbliska: ja niedowidzę i jestem nieufny, on zaś lubi się chełpić niemniej swymi fałszywymi jak i prawdziwymi diamentami.
227.
W łańcuchach. — Baczność przed wszystkimi duchami zakutymi w łańcuchy! Na przykład przed rozumnymi kobietami, które zrządzeniem losu popadły w małostkowe, bezduszne otoczenie i w nim się starzeją. Oto na pozór gnuśne i na wpół ociemniałe wygrzewają się na słońcu: lecz skoro tylko zbliży się ktoś obcy, gdy stanie się coś nieprzewidzianego, zrywają się, by ugryźć; mszczą się na wszystkim, co uniknęło ich psiej doli.