Często narzuca mi się myśl, że wszyscy ludzie, których widzę siedzących poza oknami, śpią i że dopiero promień słońca rozcałowując ich zamknięte powieki udziela im uczucia przebudzenia.

R. utrzymywał wczoraj wieczór, że także ból cielesny odczuwa się tylko w duszy. Muszę temu zaprzeczyć, bo w takim razie znikłaby differentia specifica między ciałem a duszą i doszlibyśmy do materializmu. Myślę, że rzecz ma się tak. Ból fizyczny rzeczywiście dostaje się do duszy, podobnie jak ból duchowy wystaje, że się tak wyrażę, aż w ciało. Atoli nie są to dalsze bezpośrednie ciągi, lecz echa, wzajemny wpływ obu rodzajów bólu na siebie. Ból fizyczny tamuje duchowego pracownika w swobodnym używaniu narzędzia, a on tę zaporę, ograniczającą i niszczącą jego działalność, odczuwa jako ból. Gdy fizyczne objawy bólu lub choroby rosną, zwiększa się także i owa zapora, a więc i odczucie jej, i odwzajemnianie się bólu. Ciało koncentruje się w sobie; jest to niejako sługa, który nie chce już więcej dbać o pana, bo troska o własne zagrożone istnienie daje mu dosyć zajęcia. To samo czyni wtedy i duch; dlatego w takich wypadkach ustaje myślenie, które jest zawsze świadomym lub nieświadomym porównywaniem, przystosowywaniem się i analogizowaniem, a natomiast występuje przypatrywanie się, bezpośrednie chwytanie. Ponieważ jednak rozdział między duchem a ciałem jest zawsze tylko połowiczny, a czyste prawo ducha może działać tylko swobodniej, ale nigdy swobodnie, więc obrazy, czy jak inaczej nazwie się rezultaty wręcz odmiennej od myślenia, wyższej i niezależniejszej czynności duchowej, zamieniają się w fantazmaty. Zresztą należałoby jeszcze dać filozofię bólu z tego stanowiska.

Jeżeli człowiek ma być szczery: czy może się naprawdę poszczycić, że ma choć jedną nitkę w sobie, której by warto nie przecinać?

Młodości czyni się często zarzut, że myśli, jakoby świat dopiero z nią się zaczął. Ale starość jeszcze częściej mniema, że z nią się świat kończy. Co jest gorsze?

Istota, która by siebie samą pojęła, już przez to samo wzniosłaby się ponad siebie i natychmiast stałaby się inną istotą. Między środkiem a powierzchnią kuli panuje cudowny stosunek.

...Tylko tyle życia, aby śmierć odczuwać.

Życie jest snem powątpiewającym o sobie.

Wielu nie wierzy w nic, ale boi się wszystkiego.

Czym jest zło? Jeżeli może się stać dobrem, to stanie się nim i stać się musi, a w takim razie między złem a dobrem byłaby tylko różnica czasowa, przypadkowa. Jeżeli zaś nie może stać się dobrem, czy nie ma wtedy prawa do istnienia? A ponieważ dwa przeciwieństwa nie mogą mieć tej samej przyczyny, czyż wraz ze złem nie musimy przyjąć, że korzeń świata jest podwójny?

A może życie jest tylko spalaniem, spopielaniem się, usychaniem wrażliwości na ból i rozkosz? Może wszystko, co nas otacza jako spokojny żywioł, jako ziemia i kamień, już niegdyś żyło? Może i my staniemy się kiedyś ziemią i kamieniem, a historia się skończy, gdy wszystko spocznie i zamilknie?